Bucks w Las Vegas. Tutorial, którego nie da się pominąć.

Dopiero wczoraj znalazłem chwilę, żeby nadgonić mecze ligi letniej i popatrzeć, co właściwie pokazali Bucks w Las Vegas. W tle ćwierkające ptaki, szum drzew, relaks na tarasie i powtórki spotkań, które świat już dawno zapomniał. I z tyłu głowy świadomość, że dla kilku chłopaków to były mecze o być albo nie być.

Liga letnia jest jak początek kariery w NBA 2K. Ten irytujący fragment, kiedy gra wrzuca cię do trybu MyCareer, każe założyć za duże buty i obiecuje, że za chwilę będziesz grał z LeBronem. Ale najpierw musisz zaliczyć parę meczów w jakiejś pseudo-lidze letniej z zawodnikami, o których nikt nie słyszał. Chcesz od razu wejść do NBA? Gra mówi: nie ma mowy. Najpierw tutorial. I to taki, którego nie da się przewinąć. Szybki upgrade? Bez kasy się nie da.

Dla zwykłych kibiców Bucks, czekającym na sezon: nuda. Dla zawodników walczących o przetrwanie: test na życie albo śmierć. W Las Vegas Milwaukee zagrało pięć spotkań, skończyło z bilansem 1–4. Prawdziwe znaczenie? Żadne. Ale każdy z graczy miał swój „level” do przejścia.

Level 1: Tyler Smith i pressing na całym boisku

Gra zaczyna się od banału: naciśnij „X”, żeby rzucać, i „O”, żeby skakać. Tyle że Smith dostał wersję na poziomie Hall of Fame i musiał wcielić się w skrzydłowego, który nagle kryje całe boisko. Wynik? 9,8 punktu na mecz, 20,7% zza łuku. Fatalna skuteczność, ale to był test cierpliwości. Gra mówi: chcesz żyć w NBA? Naucz się być potrzebny, kiedy piłka nie wpada. Zbieraj, brudź ręce, gryź parkiet. Inaczej reset.

Level 2: Chris Livingston i tryb zemsty

Został wyrzucony z drużyny, a potem wrzucony z powrotem do gry. Idealny scenariusz dla gracza, który w tutorialu musi pokazać, że zna wszystkie combosy. Livingston zagrał jak ja w Street Fightera z synem kiedy panikuję i naciskam wszystkie przyciski naraz: 20,8 punktu na mecz, 38% za trzy, cztery razy z rzędu najlepszy strzelec Bucks. W trybie fabularnym gra daje ci wybór: znikasz na zawsze albo dostajesz drugi kontrakt. On wybrał drugą opcję. Ale pytanie brzmi: czy ten build przeniesie się do prawdziwej ligi?

Level 3: Andre Jackson Jr. i misja „biegnij bez celu”

Tutaj tutorial uczy, że nie każda postać musi rzucać. Jackson nie jest shooterem, nie jest też gościem od punktów. Jego zadanie: pressing, pressing i jeszcze raz pressing. W czterech meczach tylko 5,5 punktu, ale energia w obronie jak turbo boost. Gra nie nagradza cię punktami, tylko statusem „Defender”. Problem w tym, że ofensywne drzewko umiejętności wciąż zablokowane.

Level 4: Bogi Marković jako kreatywny build bez obrony

To ta postać, którą tworzyłeś godzinami, wybierając dziwne proporcje rzutów i podań, a potem gra mówi: fajnie, ale nie masz szybkości, nie masz siły i na razie jesteś bezużyteczny w obronie. Marković pokazał przebłyski – świetne podanie w kontrze, wizja jak playmaker. Ale w NBA nie przechodzisz tutorialu, jeśli nie potrafisz albo kryć centrów, albo zatrzymywać guardów. On nie potrafi ani jednego, ani drugiego. Zostaje w limbo.

Level 5: Jamaree Bouyea jako bohater jednego questa

Pierwszy mecz, buzzer-beater, cała drużyna skacze z radości. Tutorial daje ci nagrodę: +10 do pewności siebie. Ale potem kontuzja uda i koniec grania. Bouyea miał wyglądać jak pewny point guard, który robi różnicę. I wyglądał, przez dwa spotkania. Ale w tej grze ma już 26 lat. To tak, jakbyś zaczął MyCareer z bohaterem na półmetku sportowego życia – nie ma już miejsca na grind.

Level 6: Pete Nance jako solidny NPC

Zawsze w tle, zawsze dostępny, zawsze w formie. 14,3 punktu, 40,9% za trzy, kilka zbiórek, parę asyst. Idealny gość, żeby prowadził ci tutorial i tłumaczył zasady gry. Problem? Jako postać nigdy nie wejdzie na poziom „Legend”. Nance jest dobry, ale nie wyjątkowy. W NBA wyjątkowość to jedyna waluta.

Level 7: Mark Sears jako niedostępny bohater

Masz już zapisany slot, ale gra mówi: „Coming soon”. Kontuzja łydki, zero minut. Zostaje tylko ikona na ekranie startowym.


Las Vegas kończy się jak każdy tutorial. Niektórych bohaterów gra zabierze do głównej fabuły, reszta zostanie wciśnięta do zapomnianego folderu. Bucks zobaczyli Smitha, który uczy się brudnej roboty; Livingstona, który wrócił zza grobu; Jacksona, który biega jakby życie było sprintem; Markovicia, który nie wie, kim jest; Bouyeę, który zdążył błysnąć; i Nance’a, który był solidny jak przewodnik.

1–4. Bilans nie ma znaczenia. Tutorial nie jest po to, by wygrać. Tutorial jest po to, żeby sprawdzić, kto w ogóle dostanie się do gry. Livingston wygląda tak, jakby naprawdę mógł przejść do „głównej kampanii”, Jackson przynajmniej zostanie jako specjalista od side-questów w obronie, ale reszta? Raczej postacie poboczne, które znikają z ekranu, gdy tylko wchodzi prawdziwa gra.







Posted

in

by

Comments

Zostaw odpowiedź




Odkryj więcej z ...proud Bucks fan since 2002

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Nie przegap żadnego felietonu

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Dołącz do 19 innych subskrybentów

Czytaj dalej