Czas bezkarności w Milwaukee właśnie się skończył.

Właśnie zamknęliśmy rozdział, o którym każdy fan Bucks chciałby jak najszybciej zapomnieć (co z jednej strony boli, ale z drugiej przypomina mi złote lata naszej przeciętności w 2013). Ale nie zapomnimy. Bilans 32-50, brak miejsca nawet w turnieju Play-In i atmosfera, którą można określić tylko jednym słowem: toksyczna. To, co działo się za zamkniętymi drzwiami Fiserv Forum, to podręcznikowy przykład na to, jak w rok zniszczyć mistrzowskie aspiracje.

Cofnijmy się do połowy stycznia. Wyjazd do San Antonio. Bucks dostają lanie od Spurs, tracąc w pewnym momencie 35 punktów. Giannis siedzi na ławce z twarzą, która mówi więcej niż jakikolwiek pomeczowy wywiad. W szatni jeden z graczy rzucił krótko: „Coś musi się zmienić”. I co? I kompletnie nic. To był motyw przewodni tego sezonu – paraliż decyzyjny. Bucks dryfowali w stronę loterii draftu, a zarząd udawał, że dym to tylko efektowna oprawa meczowa.

I tutaj muszę to napisać wprost: zaczynam mieć dość zachowania samego Giannisa. Ta ciągła huśtawka emocjonalna staje się nie do zniesienia. Raz słyszymy deklaracje o lojalności i chęci zakończenia kariery w Milwaukee, a za chwilę dostajemy sygnały, że Grek „chce wygrywać, a nie walczyć o życie”. Odnoszę wrażenie, że Giannis sam już nie wie, czego chce, albo – co gorsza – dawno zdecydował, że nie chce go już tu być, ale panicznie boi się łatki „tego złego”.

Antetokounmpo sprawia wrażenie człowieka, który chce odejść, ale jednocześnie chce zachować twarz nieskazitelnego lidera, który został „zmuszony” do zmiany barw. To męczące. Przecież on ma w Milwaukee tak potężne zaplecze fanowskie, że 90% z nas i tak będzie go wspierać, cokolwiek nie zrobi. Jeśli powie: „Słuchajcie, dałem wam mistrzostwo, ale teraz potrzebuję zmiany otoczenia” – nikt go tu nie przeklnie. Ale to wieczne lawirowanie? To boli bardziej niż ewentualny trade.

Napięcie potęguje dodatkowo całkowity rozłam na linii gwiazda – klub. Kiedy Giannis doznał kontuzji kolana na 15 meczów przed końcem, klub podjął decyzję o „zamknięciu” go do końca sezonu. Problem w tym, że Grek publicznie grzmiał, że jest zdrowy i chce grać. Klub twierdził co innego. Efekt? Otwarte pretensje i interwencja związku graczy. Tak nie traktuje się legendy franczyzy, jeśli chce się ją zatrzymać na kolejne lata.

Doc Rivers, który właśnie pożegnał się z posadą, dolewał oliwy do ognia przy każdej okazji. Pamiętacie styczeń? Giannis leczy uraz, a Doc wychodzi przed kamery w Filadelfii i ogłasza, że Joel Embiid to „najzdolniejszy gracz, jakiego kiedykolwiek trenował”. To jawny policzek dla własnego lidera. Szatnia ostatecznie pękła w marcu w Phoenix, kiedy Rivers zwołał weteranów i prosto w twarz zarzucił im brak zaangażowania i słabe przygotowanie. Jeden z liderów przyznał później bez ogródek: „Wtedy ostatecznie wypisałem się z tego sezonu”.

Pisząc pod koniec stycznia tekst „Ostatni taniec Giannisa”, miałem jeszcze cień nadziei, że ten zespół stać na jeden, ostatni zryw, na udowodnienie wszystkim, że serce mistrza wciąż bije. Niestety, rzeczywistość okazała się brutalniejsza niż moje najczarniejsze przewidywania. To, co miało być epickim pożegnaniem lub nowym otwarciem, zamieniło się w smutną stypę, podczas której bliscy kłócą się o spadek jeszcze przed odczytaniem testamentu. Zamiast walki do upadłego, dostaliśmy zawodników, którzy mentalnie byli na wakacjach już w marcu. A w marcu są gówniane wakacje, bo ani na ryby, ani na plażę…

Teraz dochodzimy do ściany. Giannis wchodzi w ostatni rok kontraktu przed opcją. Właściciel Wes Edens postawił sprawę jasno: albo przedłużenie 1 października, albo handel. Bucks nie mogą sobie pozwolić na to, by stracić go za darmo.

Boje się tych najbliższych miesięcy. Czeka nas festiwal plotek, przecieków z „zaufanych źródeł” i lawina memów w stylu „odchodzę – zostaję”. Każdy jego post na Instagramie będzie analizowany pod mikroskopem, a my, kibice, będziemy karmieni ciągłą niepewnością. Ta saga ciągnie się już zbyt długo i wysysa z nas radość z koszykówki.

Milwaukee stoi przed dylematem dekady. Albo idą „all-in” po raz ostatni, albo wciskają przycisk „reset”. Jednak niezależnie od decyzji zarządu, najgorsze będzie to wyczekiwanie na ruch człowieka, który sam nie potrafi określić swojej przyszłości. Czas bezkarności w Milwaukee właśnie się skończył.


Posted

in

,

by

Comments

Zostaw odpowiedź




Odkryj więcej z ...proud Bucks fan since 2002

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Nie przegap żadnego felietonu

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Dołącz do 19 innych subskrybentów

Czytaj dalej