Zwolnienie Lillarda, zatrudnienie Turnera – co to oznacza dla Bucks?

Wiadomość trafiła we mnie akurat jak zwalczałem demony codzienności na placu zabaw. Hustawki, zjeżdżalnie, drabinki nagle odeszły na drugi plan po kolejnym #BreakingAlert na Discordzie. Milwaukee Bucks dokonali zaskakującej roszady kadrowej – Damian Lillard został zwolniony, a w jego miejsce pozyskano centra Mylesa Turnera. Doniesienia zza oceanu potwierdzają, że Turner, jako wolny agent, zgodził się na czteroletni kontrakt w wysokości 107 milionów dolarów. Aby umożliwić to podpisanie, Bucks zdecydowali się zwolnić Lillarda i skorzystać z mechanizmu stretch – rozkładając pozostałe 113 mln dolarów z jego gigantycznego kontraktu na kolejne pięć sezonów (nie zapominajmy, że ciąży na nas jeszcze 25 baniek Kuzmy…) . Ruch ten pozwolił stworzyć przestrzeń w budżecie na nowego centra, lecz oznacza też definitywny koniec krótkiej ery Lillarda w Milwaukee. To bezprecedensowa decyzja względem tak wielkiej gwiazdy – jeszcze dwa lata temu sprowadzenie Lillarda miało przecież wzmocnić pogoń Bucks za kolejnym mistrzostwem. Dziś jednak organizacja obiera inny kurs, stawiając na Turnera jako filar pod koszem.

Choć na papierze duet Lillard–Antetokounmpo wyglądał imponująco, parkiet zweryfikował pewne problemy. Przede wszystkim uwidoczniły się niedoskonałości ich wspólnej gry w drugim sezonie współpracy. Lillard wniósł do Bucks geniusz w ataku, lecz odbyło się to kosztem tożsamości defensywnej zespołu. Jego obecność oznaczała utratę Jrue Holidaya (elitarny obrońca obwodowy odszedł w ramach tamtej wymiany) oraz modyfikację stylu – Milwaukee zaczęło grać bardziej ofensywnie, tracąc nieco ze swojej dawnej żelaznej obrony. W kluczowych momentach brakowało dawnej synergii: kolektywne ograniczenia drużyny stawały się coraz bardziej widoczne z miesiąca na miesiąc, zwłaszcza w obronie pick-and-rolla czy podczas krycia szybkich obwodowych rywali.

Kulminacją była rozczarowująca postawa w tegorocznych play-offach. Bucks odpadli już w pierwszej rundzie, sensacyjnie przegrywając serię z Indiana Pacers, a w meczu nr 4 tej rywalizacji Lillard zerwał ścięgna Achillesa. Ten dramatyczny zwrot wydarzeń praktycznie przekreślił szanse Milwaukee na sukces w bieżącym i następnym sezonie. Lillard wypadł z gry na wiele miesięcy, a jego gigantyczny kontrakt (ponad 54 mln dolarów za sezon 2025/26) miał zająć około 35% całego salary cap zespołu. Budowanie mistrzowskiej drużyny z Lillardem rehabilitującym ciężką kontuzję graniczyłoby z cudem – finansowo blokowało ruchy kadrowe, a sportowo nie dawało pewności, czy 35-letni już w przyszłym sezonie gwiazdor wróci do dawnej formy. Co więcej, nawet gdyby nie uraz Achillesa, pojawiały się głosy, że po dwóch latach bez finału NBA obie strony powinny rozważyć rozstanie. Jeśli i bez kontuzji Bucks znów odpadliby wcześnie z play-off, rozważano czy Lillard chce zostać w Milwaukee, bo coraz głośniej mówiono, że może lepiej będzie się rozstać z korzyścią dla obu stron. Ta „era Lillarda” – jakkolwiek krótka – po prostu nie spełniła pokładanych nadziei.

Z perspektywy kibica Bucks muszę przyznać, że mimo całego uznania dla talentu Dame’a, nie widziałem już z nim realnych szans na mistrzostwo. Jego heroiczne popisy strzeleckie były efektowne, ale drużyna zatraciła balans tak potrzebny w play-off. Decyzja o rozbracie z Lillardem, choć brutalna, wydaje się logiczna w obliczu zaistniałych okoliczności. Kontuzja lidera i brak postępów w wynikach zmusiły GM-a Jona Horsta do radykalnego kroku. Zamiast brnąć dalej w projekt, który się nie sprawdził, Bucks postanowili przeciąć węzeł gordyjski i spróbować innej drogi. Z mojej strony wielki kciuk w górę dla GMa Bucks.

Myles Turner – następca Brooka Lopeza i nowa nadzieja pod koszem

Zatrudnienie Mylesa Turnera to naturalne przejście z ery Brooka Lopeza. Wraz z odejściem 35-letniego Lopeza do Clippers, Milwaukee potrzebowało nowego filaru defensywy podkoszowej. Turner idealnie wpisuje się w tę rolę – to wysoki na 211 cm center, który od lat należy do ścisłej czołówki rim-protectorów NBA. Ma reputację jednego z najlepszych blokujących ligi, potrafi strzec obręczy na poziomie porównywalnym z Lopezem w jego najlepszych latach. Co więcej, Turner jest znacznie młodszy i dysponuje podobnym atutem co Brook – rzutem za trzy punkty. W poprzednim sezonie w Indianie notował świetne 39,6% skuteczności zza łuku, trafiając średnio ponad dwie trójki na mecz. Dzięki temu Bucks zyskują centra, który rozciąga grę w ataku, a jednocześnie chroni obręcz w obronie – dokładnie taką rolę pełnił Lopez, gdy Milwaukee sięgało po tytuł w 2021 roku. Turner może więc płynnie wejść w buty swojego poprzednika.

Statystyki Turnera z sezonu 2024/25 pokazują, jak wartościowym jest graczem: średnio 15 punktów, 6 zbiórek oraz 2,0 bloku na mecz przy wysokiej skuteczności z gry (48% z pola). W dodatku znakomicie rzuca osobiste (ok. 77%), co także bywa ważne w końcówkach. To był dla niego „stelar” sezon – jeden z najlepszych w karierze i to nie tylko indywidualnie. Razem z Pacers zanotował ogromny postęp i sensacyjnie dotarł aż do finałów NBA 2025, ulegając dopiero w siódmym meczu. Turner jako podkoszowy lider defensywy Pacers odegrał w tym sukcesie kluczową rolę. Teraz, z takim doświadczeniem finałowym, trafia do Milwaukee głodny tytułu bardziej niż kiedykolwiek. Nic dziwnego, że Bucks byli zdeterminowani, by go pozyskać – według doniesień GM Jon Horst agresywnie ruszył po Turnera już na starcie wolnej agentury, widząc w nim brakujące ogniwo układanki. Podpisanie czteroletniego kontraktu potwierdza, że klub wiąże z nim długofalowe plany i widzi w nim fundament nowej strategii. A ja mam wrażenie, że to nie jest ostatnie słowo Bucks w te wakacje.

Powrót do defensywy

Przyjście Turnera zapowiada zmianę filozofii Bucks na bardziej defensywną. Odejście Lillarda – jednego z najbardziej dynamicznych strzelców – oznacza utratę części potencjału ofensywnego, ale jednocześnie Milwaukee odzyskuje tożsamość twardej obrony. Można odnieść wrażenie, że klub wyciągnął wnioski z niepowodzeń ostatnich dwóch lat: sama potęga ataku to za mało, by wygrać mistrzostwo. Historycznie Bucks zdobyli tytuł opierając się na świetnej defensywie, z Lopezem, Holidayem i Giannisem jako filarami. Teraz, stawiając na Turnera obok Giannisa, drużyna może znów zbudować mur nie do przejścia w pomalowanym i wrócić do bycia defensywnym postrachem ligi.

Oczywiście, ofensywa nie zniknie – wciąż jest Giannis, z czasem pojawią się też nowi strzelcy obwodowi. Warto wspomnieć, że do zespołu wraca Gary Trent Jr., znany ze swojej skuteczności na dystansie, a kontrakt podpisał również Kevin Porter Jr. Mają oni wspomóc zdobywanie punktów z perymetru. Ponadto Bucks na pozycji rozgrywającego powinni sobie poradzić mimo utraty gwiazdy. Choć brak Lillarda oznacza brak oczywistego kreatora akcji, Doc Rivers (którego też chciałbym widzieć w innym klubie…) ma kilka opcji: więcej rozgrywania spocznie na barkach Giannisa, który w ostatnich latach rozwinął swoje umiejętności podań; dodatkowo możliwe jest wprowadzenie ustawień z point forward, gdzie to Giannis będzie inicjujował atak. Rotacja obwodowa Milwaukee wciąż ma solidnych graczy, którzy mogą wypełnić lukę po Dame’ie w sposób kolektywny. Być może konieczne będzie jeszcze pozyskanie doświadczonego playmakera za mniejsze pieniądze, ale nawet jeśli nie – sztab szkoleniowy wydaje się przekonany, że drużyna będzie funkcjonować w ataku płynniej niż mogłoby się wydawać. Wielokrotnie w poprzednich latach widzieliśmy, że Bucks potrafią wygrywać mecze, gdy piłkę częściej rozprowadzał Giannis, a nie klasyczny rozgrywający. Teraz być może wrócą do tego modelu gry, stawiając na szybki ball movement, kontry napędzane przez obronę i oczywiście dominację Antetokounmpo w pomalowanym.

Reakcja Giannisa – zadowolenie czy niepokój?

Pozostaje kluczowe pytanie: jak na te zmiany reaguje sam Giannis Antetokounmpo? Grecki gwiazdor od początku był entuzjastycznie nastawiony na grę z Lillardem – obaj szybko znaleźli wspólny język, a ich relacja na boisku i poza nim była bardzo dobra. Źródła donoszą, że decyzja o rozstaniu z Lillardem nie spotkała się z entuzjazmem Giannisa. Wręcz przeciwnie – podobno nie jest zadowolony z decyzji klubu o zwolnieniu Damiana. Trudno się dziwić – z perspektywy zawodnika to odejście bliskiego kolegi i partnera od czarnej roboty w ataku. Giannis wie, ile Damian poświęcił dla drużyny i jak bardzo pragnął z nim zdobyć pierścień.

Z drugiej strony, Antetokounmpo to urodzony zwycięzca i pragmatyk. Choć teraz może czuć frustrację, w dłuższej perspektywie oceni zapewne ruchy klubu przez pryzmat szans na tytuł. A prawda jest taka, że dokonane roszady mają pozwolić Bucks pozostać konkurencyjnymi tu i teraz, bez dalszego wyprzedawania przyszłości – jak zauważyli dziennikarze, ta decyzja Horsta umożliwia walkę o mistrzostwo w krótkim terminie, nie pogłębiając długu w postaci kolejnych oddanych picków. Milwaukee już wcześniej postawiło wszystko na jedną kartę, oddając mnóstwo wyborów w drafcie za Lillarda. Dalsze utrzymywanie tak kosztownego składu z kontuzjowanym liderem mogło doprowadzić do katastrofy. Horst pokazał już nieraz, że jest gotów na zdecydowane ruchy, aby zapewnić Giannisowi zespół zdolny do mistrzostwa przed tym, jak ten wejdzie na rynek wolnych agentów. Nie inaczej jest i tym razem.

Pozyskanie Turnera powinno w pewnym stopniu uspokoić Giannisa – w końcu to gracz, który odciąży go w defensywie, zdejmie z niego obowiązek bycia jedynym blokującym i ostoją pod koszem. Antetokounmpo wielokrotnie podkreślał, że ceni sobie wysiłek po bronionej stronie parkietu i potrzebuje obok siebie ludzi gotowych do „brudnej roboty” w obronie. Turner idealnie wpisuje się w ten schemat. Można więc przypuszczać, że choć początkowo Giannis był niepocieszony stratą Lillardab, to gdy emocje opadną, dostrzeże potencjał nowego ustawienia. Ostatecznie dla Giannisa liczy się najbardziej kolejne mistrzostwo, a jeśli droga do niego wiedzie poprzez powrót do defensywnych korzeni – być może da się do tego przekonać. Ważne będzie też, jakie dalsze ruchy wykonają Bucks w najbliższych tygodniach: czy uzupełnią skład kolejnym kreatorem, jak poukładają rotację.

Warto zauważyć, że przyszłość Bucks jako kontendera ściśle splata się z przyszłością Giannisa. Ruch ze sprowadzeniem Lillarda w 2023 roku był sygnałem: „Giannis, robimy wszystko, żebyś został i wygrał u nas”. Teraz zwolnienie Dame’a to poniekąd krok wstecz pod względem medialnym – bo odchodzi wielkie nazwisko – ale może być dwa kroki naprzód pod względem sportowym. Jeśli Turner i odświeżony skład sprawią, że Bucks znów będą dominować, Giannis zapewne będzie zadowolony i skłonny przedłużyć karierę w Milwaukee. Jeśli jednak eksperyment się nie powiedzie, frustracja lidera może narastać. Na ten moment jest to zatem sytuacja delikatna: Giannis wydaje się nie do końca przekonany co do decyzji klubu, jednak prawdziwe zdanie wyda dopiero parkiet w przyszłym sezonie.

Początek końca czy nowy rozdział dla Bucks?

Decyzje o rozstaniu z Lillardem i powitaniu Turnera można interpretować dwojako. Niektórzy kibice obawiają się, że to początek końca Bucks, jakich znamy – koniec ery wielkich ambicji i gwiazdorskich duetów, rozpad mistrzowskiego rdzenia. Rzeczywiście, jeśli spojrzeć na skład, drużyna z 2021 roku praktycznie przestała istnieć: Holiday, Middleton, Lopez odeszli, teraz Lillard (który miał być nowym motorem) również. Został jedynie Giannis, otoczony nowymi twarzami. Taka rewolucja niesie ze sobą ryzyko zrobienia kroku w tył. Ciężar kreowania gry spadnie z powrotem niemal w całości na barki Antetokounmpo. Czy nie zabraknie mu wsparcia w ataku w decydujących momentach? Czy trener Rivers zdoła poukładać nowy system, znów zmieniając styl zespołu po zaledwie roku od ostatniej rewolucji? Czy może zaraz usłyszmy, że nie będzie już Doca Riversa (trzymajcie kciuki!) Te pytania są zasadne i dopiero sezon 2025/26 przyniesie na nie odpowiedź.

Ja jednak skłaniam się ku bardziej optymistycznej narracji: że to nie koniec, a nowy początek Milwaukee Bucks. Paradoksalnie, czuję ulgę i ostrożną radość z odejścia Lillarda – mimo całego szumu i ekscytacji, jakie towarzyszyły jego przybyciu, nie widziałem już z nim realnej szansy na mistrzostwo. Być może to kontrowersyjna opinia, ale patrząc na przebieg ostatnich dwóch lat, Bucks z Lillardem wyglądali momentami jak kolos na glinianych nogach. Teraz następuje powrót do korzeni: zbudowania wokół Giannisa zespołu głodnych, zadziornych obrońców, którzy będą gryźć parkiet. Turner jest pierwszym i najważniejszym elementem tej układanki. Jego przyjście pozwoli Bucks pozostać konkurencyjnymi, nie poświęcając dalszych wyborów w drafcie czy młodych talentów, co daje nadzieję na zrównoważony rozwój. Z Lillardem drużyna miała być teoretycznie potężna tu i teraz, ale przyszłość rysowała się mgliście (wyprzedane picki, starzejący się skład). Po zmianach Milwaukee może nie będą faworytem bukmacherów, ale wciąż powinni być w ścisłej czołówce Wschodu – tylko że w innym stylu.

Nie można też pominąć mentalnego aspektu tej odmiany. Czasem drużyna potrzebuje wstrząsu i świeżego startu. Zwolnienie tak uznanego gracza jak Lillard to odważny sygnał: liczy się dobro zespołu, a nie nazwiska. W szatni Bucks może to wyzwolić nową energię i motywację – każdy będzie musiał dać z siebie więcej, nie oglądając się na „załatwi to Damian”. Giannis jako niekwestionowany lider zapewne czuje, że znów cała odpowiedzialność jest na nim – a wiemy, że nieraz w takich okolicznościach wspinał się na wyżyny (przykład: finały 2021 i legendarny mecz z 50 punktami). Jeśli Antetokounmpo kupi ten projekt i zaiskrzy chemia z Turnerem, Bucks mogą okazać się lepsi niż przypuszczamy.

Podsumowując, dzisiejsze dramaturgiczne wieści z Milwaukee – pożegnanie Damiana Lillarda i powitanie Mylesa Turnera – kończą jeden rozdział historii klubu, ale zarazem otwierają kolejny. Czy będzie to początek upadku czy początek odrodzenia? Na to pytanie odpowiedź poznamy na parkiecie za kilka miesięcy. Ja, jako kibic, wierzę, że zmiana kursu na defensywę i zespół zbudowany wokół zdrowego Giannisa przyniesie lepsze efekty niż poprzednia próba „szybkiego superteamu”. Czasem trzeba zrobić krok w tył, by później wykonać dwa do przodu. Milwaukee właśnie ten krok zrobiło – oby okazał się właściwym.


Posted

in

by

Comments

Zostaw odpowiedź




Odkryj więcej z ...proud Bucks fan since 2002

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Nie przegap żadnego felietonu

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Dołącz do 19 innych subskrybentów

Czytaj dalej