Zapowiedź PLAYOFFS. Bucks vs Pacers – nie ruszajcie mojego bastarda!

Zawstydzony, okaleczony i pozbawiony całej pewności siebie wkraczam powoli w miejsce, w którym zwykłem spędzać większość swojego wolnego czasu. Miejsce, w którym znajdowałem ukojenie, spokój i niekończące się źródło inspiracji. Uciekałem tu samotnie, kiedy tylko czułem powiew zagrożenia. Pod pachą mój przyjaciel, który od kilkunastu lat wsłuchuje się w mój monotonny ton głosu narzekający na każde niepowodzenie. Kiedyś raj na ziemi – teraz bolesne przypomnienie o przeciekającym przez palce czasie, peselozie i walce z tytanicznym, momentami nie do pokonania głosem w głowie, który tylko dopierdala i dopierdala….

Wracam, po ponad czterech latach nieobecności i już na samym wejściu czuję się jak ojciec, który powiedział rodzinie, że wychodzi tylko po mleko i za moment wróci. Chuja wróci. Teraz, stojąc przed bramą do pokrytego tartanem raju, z każdym krokiem w stronę mojego dawno zapomnianego domu, moje serce bije szybciej.

Czy powinienem się wstydzić tego, że po pierwszym kroku, moje ręce drżą a nogi odmawiają mi posłuszeństwa? Pozwalam sobie na pierwszy kozioł, ale dźwięk, który zawsze mi szeptał do ucha, że wszystko będzie w porządku, jest dla mnie tak samo obcy, jak poczucie przynależności do miejsca, które zwykłem nazywać domem. Odkrywam powoli, ze mój strach był słuszny. Zamykam na moment oczy, żeby przywrócić zatarte mgłą wspomnienia, ale jedyne co słyszę, to szepty w głowie. Zaczynam się trząść, czując, że znów jestem na celowniku. Cichy szelest wiatru i dźwięki, których nie umiem nazwać. Moje myśli desperacko krążą wokół tego, co tak wiele razy działo się w tym miejscu.

Crossover Iversona.

Jumpshot MJa.

Swish.

Pivot biedaka.

Trick z AND1a.

Airball.

Powtórz.

Gdzieś jak za mgłą widzę 2021 i mistrzostwo Bucks, które przyszło niespodziewanie i równie szybko zostało przeze mnie zignorowane. Dzisiaj, z perspektywy czasu, patrzę na to historyczne i koszykarsko potwornie ważne wydarzenie kompletnie wyzuty z emocji, zupełnie jakbym nie do końca jeszcze zdawał sobie sprawę z tego, jak wielkie wydarzenie odepchnąłem daleko od siebie.

I powoli, nieśmiale, zawstydzony, okaleczony i pozbawiony całej pewności siebie powoli wracam do tego świata.

Drabinka i rewanż za 2024

Pierwsza runda playoffów 2025 zafundowała nam pojedynek Milwaukee Bucks z Indiana Pacers. Jeśli to brzmi znajomo, to dlatego, że rok temu te drużyny też wpadły na siebie w I rundzie – wtedy Pacers sensacyjnie wyeliminowali Kozły w sześciu meczach​, a moje oczy tonęły w rozpaczy za każdym razem jak oddawaliśmy prawie-że wygrany mecz. Dla kibica Bucks (czyli niżej podpisanego i dawno nieobecnego) tamta porażka była boleśnie absurdalna. Pacers awansowali aż do finałów konferencji, a Milwaukee odpadło w pierwszej rundzie drugi raz z rzędu. Teraz Kozły mają okazję na srogi rewanż, chociaż osobiście nie liczę na wiele…

Warto dodać, że historia nie stoi po stronie Milwaukee. Pacers wygrali wszystkie trzy wcześniejsze serie play-off przeciw Bucks – od lat Reggiego Millera (1999 sweep 3-0, 2000 – 3:2) po ubiegłoroczną niespodziankę​. Innymi słowy, Pacers to dla nas odwieczny pain in the ass (czytaj: koszmar jebanych pierwszych rund). Czy tym razem Bucks odczarują tę klątwę? Zobaczymy – w końcu Giannis, mój bastard znów idzie na wojnę o tron Wschodu.

Sezon zasadniczy: przewaga Kozłów

Paradoksalnie, w sezonie regularnym 2024/25 to Milwaukee miało wyraźną górę nad Indianą. Bilans bezpośredni: 3-1 dla Bucks​. Kozły wygrywały średnio różnicą 9 punktów, a jedyna porażka przyszła po cudownej akcji Tyrese’a Haliburtona – czteropunktowej akcji w ostatnich sekundach meczu 11 marca​. Był to typowy dagger wbijający się centralnie i bez znieczulenia między poroże, dla sadystów link poniżej:

W innych spotkaniach Bucks tłukli Pacers jak pewien coach pewnej drużyny z Teksasu tłukł ongiś małżonkę – może nie bez wysiłku, ale efektownie i z nieskrywanym uśmiechem na twarzy. Giannis zaliczył nawet triple-double przeciw Indianie w listopadzie (mecz w ramach NBA Cup, który zresztą Bucks potem wygrali). Generalnie w rundzie zasadniczej Pacers wyglądali przy Bucks dość blado – jakby grali w kroksach, podczas gdy Milwaukee cisnęło na pełnym gazie w nowiusieńkich i błyszczących Shaqach z Temu. Indiana miała co prawda lepszą ofensywę (117,4 pkt na mecz, 7. miejsce w NBA​, ale Bucks lepiej bronili i potrafili narzucić swoje tempo. Nic dziwnego, że przed serią playoff wielu ekspertów daje minimalną przewagę Kozłom, mimo niższego rozstawienia. I mojego wiecznie dudniącego w głowie pesymizmu.

Kontuzje i (nie)obecności

Sytuacja kadrowa to temat rzeka.. Zaczniemy od Bucks: po pierwsze i najważniejsze, Giannis jest zdrowy. W KOŃCU! Grecki kolos opuścił przecież praktycznie całą zeszłoroczną serię z Pacers z powodu kontuzji łydki​. Tym razem nasz Greek Freak wchodzi do playoffów na pełnych obrotach i aż pali się do gry (o czym świadczy chociażby 8-meczowa seria zwycięstw Bucks na koniec sezonu zasadniczego​.

Niestety, dobra wiadomość kończy się na Giannisie. Milwaukee będzie musiało radzić sobie bez Damiana Lillarda na starcie serii. Dame doznał poważnego problemu – zatoru (skrzepu) w łydce, przez co od 25 marca jest poza grą na czas nieokreślony. Terapia antyzakrzepowa co prawda działa i istnieje nadzieja, że Lillard wróci jeszcze w tych playoffach, ale pierwsze mecze z Pacers najpewniej obejrzy w eleganckim garniturze z perspektywy ławki. Dla Bucks to cios – w końcu Giannis i Dame stworzyli w tym sezonie najskuteczniejszy duet strzelców​.

To nie koniec zawirowań w składzie Kozłów. W lutym zarząd zrobił ruch w stylu “WTF?!” – wymienił Khrisa Middletona na Kyle’a Kuzmę. Nadal nie wierzę, że to się stało, ale faktem jest że oddaliśmy najdłużej grającego obok Giannisa, wiecznie co prawda połamanego, ale zawsze kolegę z mistrzowskiej drużyny 2021 za kolesia słynącego z dziwacznych kreacji modowych i gry w waszyngtońskim bagnie. Kuzma okazał się solidny (średnio ~18 pkt, 7 zb, 5 as), ale brak Middletona to mniej doświadczenia w crunch time. Do tego Jae Crowder już dawno wybył, a Jrue Holiday to prehistoria – jednym słowem, skład Bucks jest w przebudowie w trakcie walki o najwyższe cele. Przed playoffami kilku graczy leczyło drobne urazy (rotacja Bucks końcówkę sezonu grała mocno przerzedzona (dzięki temu Pat mógł po raz pierwszy w karierze przekroczyć barierę 40 punktów w meczu z Pistons), ale na serię z Pacers poza Lillardem wszyscy kluczowi mają być gotowi.

Pacers natomiast mogą mówić o względnym zdrowiu. Tyrese Haliburton zaliczył co prawda lekką zadyszkę na starcie sezonu (opuścił parę spotkań i nie był w formie), ale końcówkę rozegrał już na poziomie All-NBA. Indiana nie zgłasza poważnych urazów wśród swoich gwiazd – odpukać. Nawet Lance Stephenson (na szczęście) nie kręci się już w okolicy, by chuchać Giannisowi w ucho, a Metta World Peace nie wbiegnie z trybun z pięściami – jednym słowem, zawieszenia ani dramatów rodem z Malice at the Palace nie przewiduję. Pacers są gotowi, Bucks prawie gotowi… czas na matchupy!

Giannis vs Siakam: Król kontra Spicy P

Giannis Antetokounmpo – mam wrażenie, że w tym sezonie trochę zapomniany w walce o MVP – to bezsprzecznie największa gwiazda tej serii. Jego statystyki z sezonu regularnego są kosmiczne: 30,4 punktu (2. miejsce w NBA), 11,9 zbiórki, 6,5 asysty na mecz​, przy True Shooting 62,5%​. PER Giannisa wyniósł aż 30,5 – trzeci najwyższy w lidze – co oddaje jego dominację. Dla porównania, Pascal Siakam – najlepszy strzelec Pacers – notował 20,2 punktu na mecz​ przy TS% w okolicach 55-56% (solidnie, lecz nie tak efektywnie jak Giannis). PER Siakama to ok. 19, czyli dużo niżej od greckiego potwora. Krótko mówiąc: tu Milwaukee ma kolosalną przewagę talentu. Giannis gra jak kandydat do MVP​, a Pascal jak solidny All-Star – różnica klas jest zauważalna.

Oczywiście, same cyferki meczu nie wygrywają. Spicy P to twardy gość, który nie pęka w playoffach. Jest wszechstronny – średnio ~21 pkt, 8 zb, 4 as w barwach Indiany po transferze – i na pewno podejmie rękawicę w obronie Antka. Możemy się spodziewać, że Siakam często będzie krył Giannisa, próbując wymuszać na nim ofense. Pytanie tylko, czy ktokolwiek w Pacers jest w stanie zatrzymać Giannisa jeden na jeden? Śmiem wątpić. Pascal ma wprawdzie długie ramiona i zwinność, ale Giannis to 211 cm atletycznego absurdu, który wjeżdża w pomalowane z impetem ciężarówki Inposta w okresie świątecznym. Spodziewam się, że Pacers będą stawiać mur – dwóch-trzech obrońców w tłoku przy wjeździe – by zmusić Giannisa do oddawania piłki. Taktykę tę doskonaliły swego czasu ekipy z Toronto czy Miami i bywała skuteczna, zwłaszcza gdy Bucks brakowało strzelców. Czy Indiana ma wykonawców do takiej obrony? Myles Turner jako ostatnia instancja pod obręczą – tak; Siakam jako pierwszy kontakt – może; ale reszta…?

Jeśli Pacers nie zdążą ustawić się w obronie, Giannis będzie ich karał przejazdami i eurostepami, które kończy wsadami nad bezradnymi obrońcami. Można tylko życzyć powodzenia komuś takiemu jak Obi Toppin, jeśli przyjdzie im przejmować Giannisa – to będzie wyglądało jak próba zatrzymania czołgu przez gościa z procą. Prawdopodobnie coach Rick Carlisle wyśle całą kohortę zawodników na zmianę do krycia Greka, by posyłać świeże ciała i faule. Siakam, Turner, może Aaron Nesmith (świetny obrońca na skrzydle) – wszyscy po kolei spróbują zostać Giannis-stopperem. Powodzenia panowie.

Z drugiej strony parkietu, Giannis też będzie miał zadania wobec Siakama. Pascal lubi grać tyłem do kosza, kręcić piruety i korzystać ze swojej mobilności. Antetokounmpo, zwłaszcza pod nieobecność Lillarda, może dostać zadanie krycia Siakama przez spore fragmenty, by swoim zasięgiem uprzykrzać mu życie. Giannis ma przewagę wzrostu i siły, więc może skutecznie wypychać Pascala daleko od obręczy. Kiedy Giannis się uprze, potrafi zamknąć każdego. Jeśli więc Siakam nie wejdzie na wyższy bieg, może stać się w tej serii bardziej sidekickiem Haliburtona niż równorzędnym liderem.

Podsumowując: przewaga w tym match-upie leży po stronie Milwaukee. Antetokounmpo jest DALEJ !!! graczem z innej planety, co potwierdzają zaawansowane wskaźniki (BPM 9.5 vs zaledwie ~3 u Siakama, USG 35% Giannisa vs ~27% Pascala​. Jeśli Giannis gra na swoim poziomie, Pacers mogą tylko ograniczać straty. Jeżeli jednak Indiana jakimś cudem spowolni Antka, otworzy się dla nich autostrada do wygrania serii. Tylko czy naprawdę wierzymy, że Giannis znów da się powstrzymać w pierwszej rundzie? Milwaukee z pewnością zrobi wszystko, by tym razem to on był katem, a nie ofiarą.

Haliburton vs Lillard: młodość kontra doświadczenie

Drugim kluczowym pojedynkiem (o ile dojdzie do skutku) jest starcie na pozycji rozgrywającego: Tyrese Haliburton kontra Damian Lillard. Piszę „o ile”, bo jak wiemy, status Lillarda na początku serii jest niepewny. Niemniej jednak, nawet jeśli Dame opuści parę pierwszych spotkań, prędzej czy później zobaczymy tych dwóch gości rywalizujących o kontrolę nad tempem gry. I to może być pojedynek równie ciekawy, co kontrastowy.

Haliburton to wschodząca supergwiazda NBA​. W wieku 25 lat zaliczył już swój pierwszy All-Star Game, a po Nowym Roku grał tak fantastycznie, że mówi się o All-NBA Team (czyli top-6 guardów sezonu)​. Jego liczby w sezonie: 18,6 punktu, 9,2 asysty (trzeci w NBA)​, do tego niemal 48% z gry i solidne 39% za trzy. Mówiąc krótko – Haliburton to mózg i serce ofensywy Pacers. Ma niesamowitą wizję i podejmuje znakomite decyzje jako playmaker. Jego AST% wynosi około 43-44%, co oznacza, że niemal połowa akcji Indiany z nim na parkiecie kończy się po jego podaniu. Jednocześnie Tyrese dba o piłkę – ma stosunkowo niski wskaźnik strat jak na tak wysokie posiadanie. Można powiedzieć, że to taki młody Jason Kidd z rzutem Stephena Curry’ego – no dobra, może lekka przesada.

Damian Lillard, o ile pojawi się na parkiecie (w co bardzo mocno wątpię), wnosi z kolei tonę doświadczenia i renomę jednego z najgroźniejszych strzelców ostatniej dekady. Dame zaliczył w tym sezonie średnio ok. 24-25 punktów i 6-7 asyst (dokładnie dowiemy się, jak wróci, bo grał 58 meczów przed przerwą) – a jego efektywność była znakomita: TS% 62,1%, PER 21.3​ czyli bardzo podobnie do Haliburtona (PER 21.8, TS% 61,6%). Gdyby porównać czysto statystycznie, obaj panowie wypadają niemal identycznie w zaawansowanych metrykach ofensywnych. Obaj ciągną atak – z tą różnicą, że Lillard jest bardziej skorerem i weteranem, a Haliburton bardziej podającym generałem na boisku.

Kluczowa może być tu kwestia zdrowia i świeżości. Haliburton jest młody, szybki i w gazie – od stycznia gra na poziomie 19/9 na mecz, prowadząc Pacers do czwartego najlepszego bilansu w lidze w tym okresie​. Lillard natomiast – 34 lata na karku – już ledwo zipie. Jeśli wróci, pytanie czy od razu będzie „Dame Time” w pełni, czy raczej potrzebuje czasu na rytm. Blood clot to nie przelewki, a przerwa od 25 marca oznacza kilka tygodni bez gry. Możemy więc zobaczyć pewną rdzę u Lillarda na starcie. Ale tak jak mówiłem – w ogóle wątpię, żebyśmy go w tej serii (sezonie?) jeszcze zobaczyli.

Co to oznacza taktycznie? Bucks mogą mieć kłopot w obronie przeciw Haliburtonowi. Bez Holidaya (który zwykle krył najlepszych guardów rywali) i bez sprawnego Lillarda, kto będzie gonił Tyrese’a po zasłonach? Zapewne Jevon Carter… a nie, czekaj, jego też już nie ma (poleciał latem do Bulls). W takim razie może Pat Connaughton spróbuje, ewentualnie któryś z młodziaków (MarJon Beauchamp?) dostanie zadanie utrudniania życia Haliburtonowi. Tak czy inaczej, brzmi to jak prośba o katastrofę. Haliburton ma niemal 2 metry wzrostu, kozłuje wysoko nad parkietem, patrzy ponad obrońcami – trudno go zamknąć podwojeniem, bo świetnie poda, a pojedynczy kryjący zazwyczaj zostaje za jego plecami na pierwszym kroku. Szczerze, tu Pacers mają przewagę: Haliburton jest zdrowszy, młodszy, szybszy i lepiej otoczony na obwodzie niż osamotniony Jrue Holiday rok temu po drugiej stronie (dzięki temu Bucks nie mogą po prostu odciąć podań – bo Pacers mają strzelców na skrzydłach).

Z kolei gdy Lillard wróci, czeka go nie lada wyzwanie. W obronie Tyrese pewnie będzie kryty przez Andrew Nembharda albo Aarona Nesmitha – młodych, wybieganych obrońców Pacers – więc Dame nie będzie miał łatwego życia jako scorer. A w ataku Milwaukee bardzo potrzebuje jego kreatywności, bo bez niego w tym sezonie bywało, że ofensywa się dławiła (mimo heroicznej gry Giannisa). Lillard wnosi spacing i zagrożenie rzutem z 9 metrów, co rozciąga obronę Pacers – pytanie kiedy to zagrożenie pojawi się na boisku. Jeśli dopiero w Game 3 czy 4, Bucks mogą wpaść w dół 0-2.

Warto pamiętać, że Lillard to lis playoffowy – facet, który dwukrotnie trafiał buzzer-beatery zamykające serie (OKC, Houston). Ma nerwy ze stali i jeśli tylko zdrowie mu pozwoli, może wygrać Milwaukee jeden-dwa mecze w crunchtime swoją legendarną firmówką „Dame Time”. Wyobraźmy to sobie: mecz nr 5, remis w serii 2-2, ostatnie sekundy – Lillard wraca i odpala trójkę z logo hali, dając Bucks wygraną. Ale zanim do tego dojdzie, Dame musi wrócić do formy, a Haliburton zapewne zrobi wszystko, żeby do takiej sytuacji nie dopuścić.

Summa summarum, Haliburton ma przewagę na dzień dobry, ale obecność (lub brak) Lillarda to X-factor. Jeżeli Dame nie zagra lub będzie cieniem siebie, Pacers mogą rozszarpać Bucks na obwodzie – Tyrese będzie robił show niczym dziecko we mgle zostawiając obronę Milwaukee. Jeśli jednak Lillard wróci choćby na ~80% możliwości, dostaniemy fantastyczny pojedynek strzelaniny vs finezji. Wiek kontra młodość, doświadczenie kontra świeżość. Dla fanów NBA – uczta. Dla kibiców Bucks – stres jak na kolonoskopii robionej na gigantycznym kacu.

Inne kluczowe pojedynki: Lopez vs Turner i reszta świata

Brook Lopez vs Myles Turner – starcie olbrzymów podkoszowych i zarazem dwóch najlepszych „rim-protectorów” ligi. Serio, Turner był w tym sezonie 2. w NBA w blokach, Lopez 3. Obaj potrafią zrobić z pola trzech sekund strefę zakazaną dla wjazdów. Lopez to profesor obrony – świetnie ustawia się w dropie, używa swojej masy i IQ, by zmuszać rywali do trudnych floaterów. Turner jest bardziej mobilny i skoczny, zalicza bardziej spektakularne czapy, ale czasem łapie głupie faule w pogoni za blokiem. W ataku obaj też są podobni – rozciągają grę rzutem za 3. Lopez rzuca za trzy jak automat od czasu odrodzenia kariery w Milwaukee, Turner również regularnie sieknie z rogów czy ze szczytu (obaj panowie ponad 36% za 3 w sezonie).

Ten matchup jest o tyle ważny, że kto wyciągnie kogo z pomalowanego, ten zrobi przewagę partnerom. Jeśli Lopez będzie musiał gonić Turnera na obwód, obręcz Milwaukee zostaje osłabiona – a tam już czeka Haliburton ze swoimi wjazdami i lobami. Jeśli odwrotnie, Turner da się wciągnąć w grę Brooka w post (Lopez lubi czasem przyceglić hakiem w stylu vintage), to Pacers stracą rim protectora i Giannis z Portisem będą mieli łatwiej pod koszem. Spodziewam się, że obaj panowie nawzajem ograniczą swoje popisy strzeleckie – rzut 7-footerowi może co najwyżej utrudnić inny 7-footer z ręką w twarzy. Możliwe, że zobaczymy tu remis, ale delikatny plus dla Bucks – Lopez to niedoszły DPOY 2023, weteran i spryciarz, Turner bywa nierówny w intensywności. Brook umie też wykorzystać swoją masę w ataku (waży chyba z 20 kg więcej niż Myles) – może go przepychać przy zbiórkach i w low-post. A pamiętajmy: Lopez ma doświadczenie bycia drugą opcją (w latach młodości w Nets zdobywał po 20 pkt na mecz), więc jeśli będzie trzeba, może zrobić parę posiadań pod rząd z punktami. Turner raczej sam z siebie meczu w ataku nie wygra.

Kyle Kuzma vs kto? – to pytanie, bo Pacers mają pewien ból głowy w match-upach skrzydłowych. Po przyjściu Kuzmy Bucks grają często bardzo wysokim składem: Kuzma na SF (206 cm), Giannis PF (211 cm), Lopez C (213 cm). Indiana za to zwykle wystawia trzech obwodowych + skrzydłowego + centra. Jeśli Pacers wyjdą np. Haliburton, Bennedict Mathurin, Siakam, Turner, to kto kryje Kuzmę? Mathurin (198 cm) musiałby brać Kyle’a – dla Kuzmy to jak wigilijny karp na talerzu. Będzie jeść takie match-upy na śniadanie, wykorzystując przewagę wzrostu w post-up czy na tablicach. Możliwe więc, że coach Carlisle dokona korekty i np. wystawi w pierwszej piątce silniejszego obrońcę (Nesmith? Nembhard?) zamiast jednego z shooterów, żeby przypilnować Kuzmy. Siakam może ewentualnie zejść na SF, kryć Kuzmę, a wtedy Indiana dorzuci kogoś pokroju Obi Toppina na PF przeciw Giannisowi. Tak czy siak, Kuzma może być cichym X-factorem dla Bucks. W sezonie notował solidne ~18 pkt i 5 asyst w barwach Milwaukee, wypełniając lukę po Middletonie. Lubi biegać do kontry, a Pacers czasem gubią krycie przy szybkim powrocie do obrony – kilka łatwych dunków po fastbreaku jest w zasięgu Kyle’a.

Ławka rezerwowych również może przeważyć szalę w pojedynczych meczach. Tutaj na papierze lekki plus dla Pacers. Mają głębszy roster – graczy jak T.J. McConnell (doświadczony pitbull na PG), Aaron Nesmith (3&D), Obi Toppin (energia i wsady). Zwłaszcza McConnell może napsuć krwi, przejmując na chwilę rolę playmakera i dając Haliburtonowi odsapnąć. To taki gość, co to jak w kreskówce potrafi ukraść piłkę spod nóg przeciwnika, zanim tamten mrugnie – Bucks muszą uważać na jego spryt przy wyprowadzaniu piłki. W dodatku Pacers mają młode strzelby – jeśli Mathurin nie będzie w pierwszej piątce, to jako sixth-man jest zdolny wrzucić 20 punktów z kapelusza w którymś meczu, grając przeciw zmiennikom Milwaukee.

Bucksowa ławka jest bardziej chwiejna. Bobby Portis to nasz najlepszy rezerwowy – i tu akurat przewaga Milwaukee, bo Pacers nie mają tak produktywnego zmiennika z dużym doświadczeniem. Portis to kandydat do najlepszego rezerwowego ligi w ostatnich latach: w tym sezonie ~13 pkt, 9 zb na mecz, masa energii, walka na deskach i te szalone spojrzenia, które mówią rywalom „zaraz urwę ci łeb przy zbiórce”. Bobby nie boi się nikogo – i może stanowić problem dla drugiego składu Indiany. Jego pojedynek z rezerwowymi podkoszowymi Pacers (Toppin) to będzie starcie stylów: Portis – siła i doświadczenie kontra młodość i atletyzm Pacersów. Stawiam, że Bobby zaliczy przynajmniej jeden mecz z dubletem i kilkoma trójkami, które poderwą publiczność w Fiserv Forum. Poza nim jednak Bucks nie mają zbyt pewnych punktów na ławce. Pat Connaughton – bywa świetny, ale w tym sezonie rzucał nierówno. Młodzi (Beauchamp, AJ Green) raczej w playoffach nie dostaną poważnych minut, chyba że desperacko zabraknie strzelania. No i jeszcze pozostaje kwestia: kto zastąpi Lillarda w pierwszej piątce, dopóki go nie ma?

W każdym razie, Pacers wydają się mieć więcej opcji personalnych – mogą rotować składem zależnie od sytuacji (mają shooterów i obrońców do wyboru). Bucks mają krótszą kołderkę i każdy poważny foul trouble Giannisa, Lopeza czy Holidaya… tfu, Lillarda (przyzwyczajenie, wciąż tęsknię Jrue!!!) będzie problemem. Milwaukee musi liczyć, że role-playerzy staną na wysokości zadania. Tacy zawodnicy jak Portis, czy Connaughton cmuszą wygrać swoje minuty z rezerwowymi Indiany, inaczej Giannis zajeździ się, próbując łatać dziury.

Styl gry, tempo, taktyka

Styl gry tych drużyn jest nieco odmienny. Pacers preferują grę w półotwartym stylu – lubią podkręcić tempo, ale nie są już tak szaleni jak w sezonie 2023/24, gdy latali na złamanie karku. Tegoroczna Indiana grała w średnim tempie (13. miejsce w pace w lidze), co oznacza, że potrafią przyspieszyć, ale też rozegrać cierpliwie atak pozycyjny przez Haliburtona. Bucks z kolei pod nowym trenerem długo szukali tożsamości. Początek mieli fatalny (2-8), próbowali więcej switching defense i szybszego przechodzenia do ataku, co momentami wyglądało jak chaos. Później wrócili do korzeni – solidna obrona pozycyjna, atak często ustawiany pod Giannisa i Dame’a. Ostatecznie statystyki są dość podobne: ofensywa Bucks była 10. w NBA (ORTg 115,1), Pacers 9. (115,4) – praktycznie remis​ Defensywa: Bucks 12. (DRTg ~112,7), Pacers 14. (113,3)​. To sugeruje, że możemy oglądać wyrównane mecze, pewnie dość wysokopunktowe (obie ekipy lepiej atakują niż bronią). Żadna ze stron raczej nie urządzi „betonu” w stylu lat 90. – spodziewałbym się wyników w okolicach 115-120 punktów.

Kluczowe taktyki: Pacers na pewno spróbują zasypać Milwaukee rzutami za trzy. Ich filozofia pod Carlisle’em to spacing i ruch piłki. Już rok temu w playoffs z Bucks pokazali, że potrafią rozciągnąć obronę Kozłów – pamiętne 22 trafione trójki w jednym z meczów. Haliburton, Nesmith, Siakam, nawet Turner – każdy może odpalić z dystansu. Bucks muszą więc rotować na obwodzie jak w ukropie, bo inaczej Indiana ich „zatłucze trójkami” (w sezonie Pacers rzucali za 3 częściej i skuteczniej niż Milwaukee). Pytanie, jak Milwaukee poradzi sobie bez swojego dotychczas najlepszego obrońcy obwodowego (Holiday) – mogą pojawić się missmatchowe problemy przy closeoutach.

Bucks natomiast postarają się wykorzystać swoją przewagę fizyczności. Giannis atakujący kosz, Portis walczący na deskach ofensywnych, Kuzma w post-up na niższych obrońcach – to powinny być ich scenariusze. Milwaukee zdobywało więcej punktów z pomalowanego od Pacers w sezonie i zapewne będzie chciało zjadać rywali bliżej obręczy. Tempo gry Bucks pewnie będzie zależało od liczby stopów – jak tylko wymuszą stratę czy zbiorą w obronie, Giannis uruchomi kontrę swoim kozłem przez całe boisko. Pacers muszą więc pilnować się na atakowanej tablicy, by nie pozwolić Grekowi rozpędzić się w tranzycji, bo to zawsze pachnie plakatowym dunkiem i runem 8-0 w minutę.

W ataku pozycyjnym Milwaukee kluczowe będzie, jak Pacers ustawią defensywę przeciw pick-and-roll. Z Lillardem Bucks P&R są piekielnie groźni – albo Dame załaduje trójkę z odejścia, albo Giannis potnie pod kosz – dlatego brak Lillarda ułatwi życie Indiany. Haliburton co prawda nie jest wybitnym obrońcą, ale Pacers mogą bronić switchami lub hedżować wysoko, bo nie boją się aż tak strzelców Bucks. Indiana raczej skupi się na zamykaniu pomalowanego – Turner będzie stał blisko obręczy, skąd może asekurować ewentualne wjazdy Holidaya… ekhem Lillarda (wejdzie mi to w krew chyba dopiero jak Dame zagra cały playoff dla Bucks).

Bucks opierają defensywę na swojej wieży bliźniaczej Giannis-Lopez. Ich defensywny rating był lepszy niż Pacers​, ale wciąż nie elitarny – brakuje nieco szybkości na obwodzie. Jeśli jednak Milwaukee zdoła zmusić Indianę do grania wolniej i izolacji, to ich długaśna obrona może zadziałać. W izolacjach Giannis potrafi kryć praktycznie każdego poza może najszybszymi guardami, a Lopez wymusza kiepskie procenty przy obręczy. Bucks będą chcieli też wywołać straty Pacers – Indiana bywa niechlujna chwilami (Haliburton czasem odda ryzykowne podanie, młodzi jak Mathurin czy Toppin gubią piłkę przy agresywnej obronie). Każda kontra będzie na wagę złota, bo łatwe punkty z kontry mogą być języczkiem u wagi w meczach dwóch tak równych drużyn.

Na koniec smaczek: gdzieś wyczytałem na Reddicie, że statystycznie Bucks mieli gorszy net rating z Giannisem na boisku niż bez niego w jakimś okresie sezonu (​reddit.com). Brzmiało to tak kuriozalnie, że aż śmiechłem. W playoffs takie „ciekawostki” idą do kosza.

Giannis na parkiecie = życie Bucks.

Haliburton na parkiecie = życie Pacers.

Obaj mają kolosalny wpływ na drużyny i żadne liczby o +/− tego nie zmienią. Na pewno jednak sztaby będą pilnować minut – kiedy Giannis usiądzie, Tyrese pewnie będzie akurat na boisku, żeby wykorzystać moment (i odwrotnie). Szykujmy się na szachy z rotacjami: kto kogo przeczeka na ławce, kto szybciej przywróci gwiazdę w czwartej kwarcie itd.

Przewidywania i poczucie humoru (które będzie potrzebne)

Czas na wielki finał mojego pierwszego od kilku lat wylewu, czyli typowanie i ostateczne przemyślenia – okraszone, rzecz jasna, pewną dawną pesymizmu bo inaczej kibic Bucks nie przetrwałby kolejnych pierwszych rund. Serce podpowiada: Bucks in 7 – bo wierzę, że Giannis, mój bastard weźmie tę serię na swoje barki i zrewanżuje się Pacers za ubiegły rok. Scenariusz Hollywood: Lillard wraca na mecze w Milwaukee, trafia dagger w Game 7, Fiserv Forum eksploduje radością!

Rozum jednak drapie się po głowie i mówi: uważaj, to nie będzie spacer. Pacers są młodzi, głodni i bez kompleksów. Mają przewagę własnego parkietu – pierwszy mecz w Indianie, gdzie kibice zapewne przygotują dla Kozłów gorące powitanie.. Indiana jest na fali wznoszącej (34-14 bilans od Nowego Roku​, grają jak z nut, Haliburton rozdaje asysty jak Mentzen obietnice wygrania w drugiej turze z Trzeskowskim, a Carlisle outcoachingował już nie takich tuzów. Jeśli Bucks znów zaczną niemrawo serię, mogą szybko znaleźć się w dołku 0-2 i potem będzie płacz.

Mój typ oficjalny: Bucks in 6 – z zastrzeżeniem, że będzie to huśtawka nastrojów. Spodziewam się momentów komicznych (może jakiś gracz Pacers machnie airballa przy wolnych jak kiedyś Larry Sanders? albo Giannis znów drastycznie przekroczy 10 sekund przy osobistym, ku uciesze publiczności?), ale i dramatów jak z życia erotycznego Charliego Runkle. Będą mecze, gdzie Bucks zdemolują Pacers różnicą 20 punktów, by dwa dni później oddać kolejny mecz runem 0-15 w czwartej kwarcie (kocham!!!) . Kibice jednej i drugiej strony przeżyją emocjonalny rollercoaster. Kluczowe czynniki: zdrowie Lillarda (czy wróci na czas, by pomóc?), dyspozycja strzelców Pacers (jeśli Mathurin trafi po 5 trójek w meczu, będzie ciężko), no i oczywiście postawa Giannisa. Jeśli Antetokounmpo zagra na miarę swoich MVP możliwości, powinien przechylić szalę na korzyść Milwaukee. W końcu ile razy można dać ciała w pierwszej rundzie? Już wystarczy tych wtop.

Puenta: Ta seria zapowiada się zacnie. Na parkiecie zobaczymy najlepszy młody backcourt Wschodu kontra Giannis, to powinno wystarczyć. Ile razy Rivers da dupy w ostatnich minutach meczu? Czy Bucks uciekną przed widmem trzeciej z rzędu kompromitacji w pierwszej rundzie? Czy Pacers znów okażą się czarnym koniem jak rok temu? Jedno jest pewne – emocje sięgną zenitu, a humor (czasem przez łzy) będzie nam towarzyszył co noc. Byle do pierwszego gwizdka – resztę napisze samo życie, oby w zielono-białych barwach. Napadamy Bucks!


Posted

in

,

by

Comments

2 odpowiedzi na “Zapowiedź PLAYOFFS. Bucks vs Pacers – nie ruszajcie mojego bastarda!”

  1. […] była rozczarowująca postawa w tegorocznych play-offach. Bucks odpadli już w pierwszej rundzie, sensacyjnie przegrywając serię z Indiana Pacers, a w meczu nr 4 tej rywalizacji Lillard zerwał ścięgna Achillesa. Ten dramatyczny zwrot […]

  2. […] słuchaliśmy patrząc na NBA. Ba, nawet niektóre mecze tego finału były lepsze niż te, które Bucks rozgrywały w serii z Pacers. A może po prostu bardziej […]

Zostaw odpowiedź




Odkryj więcej z ...proud Bucks fan since 2002

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Nie przegap żadnego felietonu

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Dołącz do 19 innych subskrybentów

Czytaj dalej