Przed bitwą: Górnik kontra Legia.

Lubię ten moment, gdy ma się w delegacji chwilę wolnego w hotelu, można założyć słuchawki, odpalić muzykę, zaparzyć kawę i na moment zniknąć w świecie zaawansowanych statystyk. Zdążysz jeszcze połknąć na szybko przed meczem Śląsk – Pierniki.

Aqua Zdrój wypełniony po brzegi, trybuny pękają w szwach. Górnik Wałbrzych – beniaminek z duszą walczaka – dopiero co w lutym sięgnął po Puchar Polski (pokonując Kinga Szczecin 80:78), a już szykuje się do kolejnej batalii. Przed nami starcie dwóch drużyn z zupełnie różnych koszykarskich światów: ambitni „biało-niebiescy” kontra stołeczni „legioniści”. Kibice Górnika liczą, że magia zamkowego stadionu przeniesie się na parkiet i da szansę przeciwstawić się szybkostrzelnym graczom Legii.

W emocjach hali czuć lokalny koloryt i nadzieję każdego kibica, który w sercu trzyma węgiel w paliwie wiary. Pod względem suchych liczb Górnik notuje ofensywny rating (ORTG) 110.3 i defensywny 107.6, co daje mu NetRTG +2.7 (średni wynik na 100 posiadań). Legia Warszawa – z kolei – bryluje skutecznością z dystansu (eFG% 55,3%) i osiąga ofensywny rating 114.9 (defensywny 112.2, Net +2.7). Oznacza to, że Legia rzuca efektywniej (50,1% Górnika vs 55,3% Legii), ale Górnik nadrabia twardą obroną. Co ciekawe, Górnik ma zdecydowanie silniejszą ławkę – 37,8% punktów drużyny pochodzi od zmienników, podczas gdy warszawiacy tylko 26,8%. To zapowiedź, że w rotacjach może kryć się klucz do sukcesu.

Głowy drużyn i podsumowanie head-to-head

Kto ciągnie za sobą wozy obu ekip? U Górnika najwięcej punktuje rozgrywający Alterique Gilbert (13,9 pkt), tuż za nim rzucający Toddrick Gotcher (13,7 pkt) i lokalny MVP stycznia–lutego Ike Smith (12,7 pkt). Ten tercet stanowi o ofensywnej sile wałbrzyszan, chociaż po zdobyciu Pucharu w lutym formę tracą – najważniejszy strzelec sezonu zasadniczego Smith poniżej 13 pkt. (o chwilowym dołku Górnika pisałem już miesiąc temu) W Legii fenomenalne 19,9 pkt daje Kameron McGusty, wspiera go Andrzej Pluta (11,9 pkt) i dość niespodziewanie Michał Kolenda (10,8 pkt). Legia ma więc atut w postaci nieprzewidywalnych strzelców zza łuku oraz wysoko latającego podkoszowego EJ Onu .

Te drużyny spotkały się dwukrotnie w sezonie – i zawsze zwycięsko schodzili z parkietu goście z Warszawy. W grudniu Legia wygrała w Wałbrzychu 91:81, w kwietniu znów w Wałbrzychu 79:72 (za każdym razem brylował McGusty). To sygnał, że cyferki i rzuty z dystansu graczy Legii często trafiają w samo sedno. Mimo to mecze były wyrównane – w pierwszym Legia prowadziła wprawdzie całe spotkanie, ale różnica 10 pkt nie oddawała chaosu końcówki. W rewanżu na finiszu odjechali dopiero wtedy, gdy Górnikowi zabrakło lekko tchu. Statystycznie Górnik tracił w tych meczach po około 15 zbiórek więcej, a szczególnie cierpiał w walce na tablicach, co obnaża niedostatki wzrostu i siły w niektórych zestawieniach (kłania się limit obcokrajowców na parkiecie).

Gdzie tkwią X-faktory?

Najwięcej pracy wykonują w Górniku najwierniejsi pod koszem. Dariusz Wyka – weteran i „człowiek-stalowa-linia” – notuje solidne 10,2 pkt i 7,3 zbiórek na mecz. Jego PER 22,5 to najwyższa wartość w zespole, ale paradoksalnie net rating z Wy­ką na parkiecie jest lekko ujemny – może to dlatego, że gdy on rzuca wolne, przeciwnicy albo już zaczęli punktować gdzie indziej, albo przeradzają słabą końcówkę w punktową drzemkę. Poza tym wymiana podkoszowa z Joshuą Pattonem (1,0 bloku i 8 pkt) często zależy od formy tego drugiego – gdy Patton jest znów na centrze, obrona wygląda jak ser szwajcarski (przy nim w obronie przeciwnicy trafiają więcej niż zwykle z pomalowanego).

Kto może być X-factorem? Poza bohaterami z pierwszej piątki – trzeba tu wymienić rezerwowych: Polska rotacja Górnika dawno nie dawała przewagi. Dariusz Wyka i młodzi (Marchewka, Wiśniewski) z ławki niewiele dokładają, a gdy zagraniczni liderzy mają słabszy dzień, drużyna cierpi. W ostatnim spotkaniu (przegranym 72:79 z Legią) rezerwowi zdobyli ledwie 17 pkt (23% dorobku), podczas gdy Legia dostała ze zmienników kilka punktów więcej i przede wszystkim kluczowy spokój w końcówce. Z kolei dla Legii być może cichy bohater to Kolenda – jego skuteczność 47% z gry i walka na dystansie mogą rozmontować górniczą obronę zmęczoną powolnym przechodzeniem ze strefy podkoszowej. Clutch statystyki mówią, że Górnik słabnie w decydujących akcjach, zwłaszcza gdy rywale tę twardą końcówkę rozpalają – ostatnie mecze to dowód: Trójki McGustego, silna fizycznie gra Silinsa i asysty Sykesa nerwowo zatapiały Górnik, gdy miejscowi kleili rzuty w ostatniej minucie. Do tego porównanie składów na „On/Off”: Górnik z Gotcherem na parkiecie znaczy +13,2 punktu na 100 posiadań (robi robotę), podczas gdy z Gilbertem – ledwie -4,4 (druga piątka potrzebuje energii). Te dane pokazują, gdzie górniczy entuzjazm gaśnie, a trzeba dolać oliwy do ognia.

Trudno patrzeć, jak wałbrzyscy mali wojownicy machają rękami dookoła olbrzymów – scena ze spotkania z Anwilem symbolizuje różnicę muskularnej atletyki Legii i sprytu Górnika. W ataku Górnik poluje głównie na średni dystans i wejścia pod kosz (szczypta jogi bądź akrobatyki przy rzucaniu), podczas gdy Legia „podnosi celną armię” zza łuku (stąd te kosmiczne eFG% 55,3%. Mówiąc obrazowo: Górnik walczy na księżycu, Legia na froncie – oba światy trzeba przejść, by wygrać.

Trenerzy i ich armaty

Trener Andrzej Adamek musi znaleźć złoty skład i hart przed Legią. Na ławce Legii zasiada estończyk Heiko Rannula, który potrafi wyłączyć przeciwnika rotacjami i mocną taktyką. Filozofia Górnika opiera się na męstwie i współzależności – musi wykopać energię ze wszystkich pięciu graczy naraz, żeby skołować Legię, która buduje drużynę po sztampie „czarną armią” o urozmaiconym stylu. Adamek do tej pory szukał składów, mieszał kartami, bo reguła czterech obcokrajowców wymusza intensywną chemię w zespole. Rannula natomiast realizował prostą strategię: bić zza linii 6,75 m i pilnować liderów przeciwnika – w czym Legia ma spore argumenty (m.in. McGusty i Sykes to specjaliści od przechylań na korzyść gospodarzy).

W czym Górnik ma szansę?

Z pulpitem statystyk już wiemy: Górnik musi poprawić skuteczność ataku (w sezonie średnio 109 pkt/100 pos. spadło do ok. 105). A konkretnie – praca z piłką: wysoka AST% i niska TO% mogą przyćmić punktowe bohomazy Legii. Dobrą drogą jest jak zawsze agresywność, bo defensywa Górnika w tym roku już raz pięknie spinała się na 76 pkt tracone na mecz (we wczesnej fazie sezonu). Gdy znów rzucimy się tak, jak w Pucharze (efektownie i z odwagą), mamy szansę zablokować nieco rzuty Legii – tym bardziej, że stołeczni czasem pikują w obronie. Ciekawostką jest np. strefowy balans: Górnik bardzo uważnie broni narożników – podczas gdy Legia potrafi stamtąd zdobywać łatwe punkty (McGusty momentami trafia stamtąd niemal z treningową łatwością).

Na koniec: emocje i metafory nie wystarczą. Trzeba liczyć na to, co już było – atmosferę mistrzowską w przerwie na Puchar, serce kibica i zimną głowę trenera. Statystyki pokazują, że Górnik był najlepszy w pierwszej części sezonu i jak wróci do tej wersji siebie, może narobić trochę szkód Legionistom. Inaczej Legia – z taktyczną precyzją i pogodnym uśmiechem zwycięzcy – jeśli nie wydarzy się nic po drodze, przejdą przez pierwszą rundę bez większych problemów.

Źródła: Oficjalne statystyki i raporty na pulsbasketu.com i plk.pl (m.in. ORTG, DRTG, eFG%, Pace, dane z meczów Górnik–Legia, Dodatkowo dane z raportów meczowych PLK.

Dziękuje za przeczytanie,
Dawid Księżarczyk

Zostaw odpowiedź


Posted

in

,

by

Comments

Zostaw odpowiedź




Odkryj więcej z ...proud Bucks fan since 2002

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Nie przegap żadnego felietonu

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Dołącz do 19 innych subskrybentów

Czytaj dalej