Bucks na nowy sezon: Giannis na Zoomie, Turner nie w Indianie, a Portis jako głos szatni.

To pierwszy Media Day, który obserwuję z nieco bliższej odległości niż zawsze, tym razem już nie tylko jako kibic z boku, ale jako satelitarny mikro-członek redakcji BrewHoop.com. Jeszcze nie w Milwaukee, jeszcze nie w hali, ale udział w redakcyjnych dyskusjach, wymianie myśli i analiz na wewnętrznych grupach daje poczucie, że stoję o pół kroku bliżej. Jakbym miał już jedną nogę w środku, a drugą nadal w codziennym życiu. Dalej czuć jakby to było spełnienie młodzieńczych marzeń…

Media Day, nie tylko w Milwaukee, to zawsze trochę teatr. Zawodnicy w świeżych koszulkach, flesze aparatów, wielkie słowa o nowym rozdaniu, ciągle powtarzane te same frazesy o chęci bycia najlepszym, dawania z siebie wszystkiego, mamba mentality wszędzie. Ale tym razem teatr zaczął się nietypowo, bo główna postać wieczoru pojawiła się na ekranie. Giannis, zamiast przybić piątki w hali, musiał łączyć się z Grecji przez Zooma, bo złapał COVID. Krótko i szczerze: „Jestem zawiedziony, że nie mogę być z drużyną od początku. Ale to życie. Wrócę za parę dni i ruszymy z miejsca.” Lider, który siedzi w domu, ale nawet przez ekran widać, że to wciąż serce tej ekipy.

Co ciekawe, wśród dziennikarzy w Milwaukee pojawiło się lekkie poruszenie bo Giannisa nie było nawet na oficjalnej liście zawodników przewidzianych do rozmów z mediami. Ostatecznie pojawił się tylko na głównej konferencji, co wzbudziło zdziwienie i delikatny niepokój, jakby na chwilę zabrakło pewności, czy wszystko jest w porządku. Mówił jednak o tym, co w Milwaukee najważniejsze: o zaufaniu. „Wierzę w moich kolegów. Wierzę w ludzi wokół. Wierzę w to, co robi klub.” I to było najważniejsze przesłanie dnia. Giannis wprost nazwał przyjście Mylesa Turnera „ruchem idealnym”. Turner to w końcu gość, który potrafi rozciągnąć grę rzutem, bronić obręczy, a do tego nie rozsadza szatni, tylko ją cementuje. W skrócie: Robin, na którego Batman czekał od dawna.

O Lillardzie Giannis mówił ciepło. „Dame zawsze będzie moim przyjacielem, większym niż koszykówka.” W tym wszystkim nie brzmiał jak rozczarowany eks, tylko ktoś, kto rozumie reguły biznesu i cieszy się, że jego były partner znalazł spokój w Portland. Dla Giannisa to ważne: w tym szumie o tytuły wciąż najważniejsze są relacje.

Giannis miał jeszcze jedną świeżą historię czyli brązowy medal z Grecją na EuroBaskecie. Powiedział, że to „jeden z największych momentów w życiu”. I to było szczere, bez kalkulacji. Tyle lat bez medalu, a tu nagle Hellada wraca na podium. Chłopak, który kiedyś oglądał Grecję ogrywającą USA w 2006, dziś sam daje powód, by cała ojczyzna przerwała pracę i siadła przed telewizorem.

A co działo się w Milwaukee, gdy Giannis siedział przed laptopem? Na scenę wszedł Myles Turner. Nowe miejsce, po dekadzie w Indianie. 29 lat, 11. sezon, wreszcie w drużynie, która naprawdę chce go mieć. „To moment, żeby wejść w prime kariery” – powiedział. Brzmiał jak ktoś, kto w końcu wyszedł z poczekalni i wsiadł do pociągu, który jedzie w stronę finałów. Opowiadał o obronie, o agresywnym pick-and-rollu, o tym, że nie chce być kolejnym „drop bigiem”, tylko kimś, kto zmienia dynamikę. Dla Bucks to brzmiało jak obietnica: wracamy do defensywnej tożsamości.

Za Turnerem pojawił się Bobby Portis. Już 31 lat na karku i nowa rola: lider. Nie tylko ten, który krzyczy „Bobby! Bobby! Bobby!” z ławki, ale ktoś, kto ma uczyć młodych. Mówił o tym spokojnie, bez fajerwerków, jakby sam siebie przekonywał, że nadszedł czas, by być kimś więcej niż energizerem z drugiej kwarty. To była chyba najważniejsza zmiana tego dnia bo , Portis oficjalnie bierze na siebie coś, co do tej pory było tylko między wierszami.

Byli też inni: Gary Trent Jr., który zdecydował się zostać; Amir Coffey, który mówił o graniu po obu stronach parkietu; i Cole Anthony, który nazwał podpisanie kontraktu „pełnym kołem” bo gra teraz w koszulce z numerem ojca, w mieście, gdzie ten numer już kiedyś biegał po parkiecie. To drobne historie, ale właśnie one pokazują, że Bucks na starcie sezonu mają coś więcej niż tylko statystyki i schematy.

Media Day w Milwaukee to nie były fajerwerki. To raczej sygnał: drużyna wchodzi w nowy etap. Giannis wciąż jest głodny, Turner wnosi powiew świeżości, który może naprawdę zmienić układ. Portis jako lider, który dojrzewa razem z drużyną. A reszta? Puzzle, które mają pasować.

Pre-season startuje już 6 października w Miami.


Posted

in

by

Comments

Zostaw odpowiedź




Odkryj więcej z ...proud Bucks fan since 2002

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Nie przegap żadnego felietonu

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Dołącz do 19 innych subskrybentów

Czytaj dalej