EuroBasket 2025 – czy już zmarnowaliśmy potencjał?

Pustka zamiast święta

Na początek obrazek, który do dziś nie daje mi spokoju – stoisko z koszulkami podczas meczu reprezentacji Polski z Finlandią w Sosnowcu. Niby miejsce przygotowane, niby zapowiedź atrakcji, a w praktyce… kompletna pustka. Żadnych koszulek, żadnych pamiątek, żadnego powodu, by kibic zatrzymał się choć na chwilę. Cisza, echo, kilka stojących banerów i tyle. I właśnie w tym momencie dotarło do mnie, że my naprawdę nie traktujemy EuroBasketu 2025 jako wydarzenia, które za dwa tygodnie w Katowicach ma przyciągnąć uwagę całej Europy.

Mistrzostwa Europy w cieniu własnej obojętności

Polska nie organizuje całego turnieju – dostaliśmy Katowice i to właśnie tam skupi się uwaga kibiców. Tym bardziej należałoby oczekiwać, że promocja w całym kraju, a już na pewno na południu Polski, będzie widoczna na każdym kroku. Tymczasem nawet we Wrocławiu i okolicach – mieście o koszykarskich tradycjach, z bogatą historią ligową – trzeba się naprawdę natrudzić, żeby znaleźć jakikolwiek baner albo billboard informujący, że za chwilę w Katowicach odbędą się mistrzostwa Europy. To jest absurd. Powinniśmy tonąć w reklamach, a my zamiast tego tonąć będziemy w obojętności.

KFC i kubełki – maksimum kreatywności?

Powinienem już teraz czuć atmosferę wielkiego turnieju, widzieć miasta oblepione plakatami, słyszeć o planowanych atrakcjach, natykać się na reklamy w social mediach, w telewizji, na ulicy. A co mamy? Kilka przypadkowych śladów promocji w KFC, gdzie zamiast poważnego partnerstwa i rozbudowanej kampanii dostajemy kubełki z hasłem „Dunk It”. Okej, miłe, sympatyczne, ale czy naprawdę to jest maksimum możliwości, jakie stać organizatorów Mistrzostw Europy w koszykówce?

Gdzie są koszulki, gdzie są gadżety?

Nie mogę pojąć, dlaczego wciąż nie ma oficjalnych koszulek pamiątkowych EuroBasketu 2025, które kibice mogliby kupić choćby po sparingach reprezentacji. To nie jest „za wcześnie” – to jest ostatni moment. Kibic powinien wrócić z hali z pamiątką, którą założy jeszcze dziesięć razy, zanim turniej w ogóle się zacznie. A tak – zostaje tylko wspomnienie pustego stoiska i poczucie, że nikomu nie zależy.

Brak eventów dla kibiców

Dzieciaki mogłyby dostać piłki z podpisami zawodników. Można byłoby organizować konkursy rzutowe w przerwach sparingów, spotkania z reprezentantami w galeriach handlowych, mini-turnieje 3×3 z udziałem kadrowiczów, warsztaty koszykarskie prowadzone przez trenerów czy byłych graczy. Tymczasem nie ma nic. Zero. Jakbyśmy się bali wyjść z koszykówką do ludzi – a przecież właśnie teraz trzeba ich złapać, bo za chwilę turniej ruszy i będzie już po wszystkim.

YouTube, TikTok, Instagram – a tu cisza

W 2025 roku nie da się rozkochać ludzi w sporcie, jeśli nie pokaże się im go w przestrzeni, w której spędzają czas. A tu? Brak mocnych treści na YouTubie, brak zabawnych rolek na TikToku, brak storytellingu wokół drużyny. Zamiast tworzyć atmosferę i bohaterów, którzy przyciągną uwagę laików, ograniczamy się do kilku materiałów prasowych i wpisów, które trafiają tylko do już zainteresowanych. To tak, jakbyśmy sprzedawali koncert Gojiry (już jutro baby!) wyłącznie fanom zespołu, a zupełnie nie próbowali przyciągnąć nowych.

Wakacje – zmarnowana okazja

I tu dochodzimy do największej ironii. Jest środek wakacji. Ludzie są nad morzem, w górach, nad jeziorami, w aquaparkach. To przecież gotowa publiczność – miliony potencjalnych kibiców, którzy z nudów chętnie zagrają w koszykówkę, jeśli tylko ktoś im ją podstawi pod nos. Dlaczego na plażach w Trójmieście nie stoją mobilne kosze z logo EuroBasketu? Dlaczego w górach nie ma mini-turniejów dla turystów? Dlaczego na strzeżonych kąpieliskach nie widzimy dmuchanych boisk, gdzie można by rozegrać zabawne mecze koszykówki w wodzie? Dlaczego w basenach hotelowych nie ma eventów, w których dzieciaki mogłyby rywalizować pod marką mistrzostw? To przecież darmowa reklama – radość, zdjęcia wrzucane na Instagram, logo obecne w tle. A my… znowu nic.

Litwa i Słowenia – jak to się robi naprawdę

Dla kontrastu spójrzmy na Litwę. Tam koszykówka to religia. Kiedy organizowali EuroBasket w 2011 roku, każdy rynek, każda szkoła, każde miasteczko było oklejone barwami narodowymi i logotypem imprezy. Nie musiałeś być kibicem, żeby wiedzieć, że coś się dzieje – to było nie do przeoczenia. Z kolei w Słowenii, kiedy w 2013 roku EuroBasket zawitał do ich hal, cały kraj żył drużyną. Promocja była nachalna, intensywna, czasami wręcz przesadna – ale właśnie o to chodzi. Dzieciaki miały darmowe wejściówki, miasta organizowały strefy kibica z atrakcjami, a zawodnicy byli obecni w mediach codziennie.

I teraz spójrzmy na nas. Polska – kraj dużo większy, z potencjałem, z miastem-gospodarzem, które potrafi organizować wielkie imprezy sportowe (wystarczy przypomnieć siatkarskie mistrzostwa świata czy Euro 2012). A jednak zachowujemy się, jakby EuroBasket był prywatnym turniejem rozgrywanym w hali pod zamkniętymi drzwiami. Gdzie ten hype, gdzie to poczucie wyjątkowości?

Zmarnowany potencjał

Mam poczucie, że to ogromny, być może niepowtarzalny moment na to, by pokazać koszykówkę ludziom, którzy do tej pory przechodzili obok niej obojętnie. Polacy potrafią zakochać się w sporcie – pokazała to siatkówka, pokazał żużel, pokazuje czasem piłka ręczna. Potrzeba tylko pomysłu i odwagi, by wyjść do ludzi. A my? My sprawiamy wrażenie, jakbyśmy wstydzili się, że organizujemy EuroBasket.

Czego mi jeszcze brakuje?

  • Oficjalnego sklepu online z pamiątkami, który działałby już dziś.
  • Akcji „Road to Katowice” – skoro organizujemy tylko w jednym mieście, to właśnie Katowice powinny stać się celem pielgrzymek kibiców. Dlaczego nie ma promocyjnych eventów w Krakowie, Wrocławiu czy Warszawie, które przyciągnęłyby ludzi na Śląsk? A może są, tylko nie na tyle nachalne, żeby rzucić się w oczy.
  • Ambasadorów turnieju – ludzi z rozpoznawalnymi twarzami, którzy mogliby pociągnąć za sobą masową publiczność.
  • Kampanii outdoorowej – billboardów, murali, neonów przypominających, że za dwa tygodnie czeka nas wielkie wydarzenie w Katowicach.
  • Wakacyjnych aktywacji – plażowych turniejów, boisk w górach, koszykówki w wodzie, czyli wszędzie tam, gdzie teraz są ludzie.

Zamiast zakończenia – gorzkie pytanie

Patrzę na to wszystko i mam wrażenie, że obudzimy się dopiero wtedy, gdy będzie już za późno. Gdy Katowice otworzą drzwi przed kibicami z całej Europy, a my nie będziemy mieli ani atmosfery, ani lokalnej mody na koszykówkę. EuroBasket 2025 mógłby być wielką trampoliną dla polskiej koszykówki. Mógłby przyciągnąć nowe pokolenie kibiców, którzy zostaliby na lata. Ale jeśli dalej będziemy udawać, że nie trzeba robić nic – zostanie tylko puste stoisko z koszulkami w Sosnowcu, puste plaże bez koszy i puste miasta, które mogłyby żyć tą imprezą. I to właśnie one staną się symbolem tego, jak zmarnowaliśmy swoją szansę.


Posted

in

by

Comments

Zostaw odpowiedź




Odkryj więcej z ...proud Bucks fan since 2002

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Nie przegap żadnego felietonu

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Dołącz do 19 innych subskrybentów

Czytaj dalej