Stało się. Wiadomości o objęciu sterów w koszykarskim Śląsku Wrocław przez panią Karolinę Pokorską trafiły do mnie nagle i niespodziewanie jak ulewa z błękitnego nieba na plaży w Świnoujściu. Leżysz spokojnie, słuchając szumu fal, otwieranych browarów i ukraińskich hitów z głośników, marząc o tym, że nic złego już nie może się zdarzyć, a tu nagle grzmot. I muszę przyznać, że mam w sobie ten dziwny, kłujący niepokój, który towarzyszy człowiekowi, kiedy widzi, jak coś, co śledzi od lat, oddaje się w ręce kogoś, kto, delikatnie mówiąc, nie pachnie parkietem.
Nie da się ukryć, że liczyłem na coś… innego. W mojej głowie kreślił się obraz prezesa z krwi i kości. Kogoś, kto zjada polską koszykówkę na śniadanie, popija ją ligową taktyką, a na obiad analizuje scouting raporty. Marzyła mi się osoba z realnym doświadczeniem w zarządzaniu sportem, najlepiej od podszewki, kogoś, kto widział te wszystkie szatnie, zna zapach potu po treningu i wie, jak boli porażka po buzzer-beaterze. Ktoś, kto rozumie realia Orlen Basket Ligi, jej absurdy, jej piękno. A tu nagle – Pani Karolina Pokorska.
Z tego, co wyczytałem, pani Karolina to postać ze świata biznesu, finansów i zarządzania projektami. Brzmi solidnie, stabilnie i… totalnie pozakoszykówkowo. I to jest ten moment, kiedy zaczynam się zastanawiać, czy to oby na pewno był strzał w dziesiątkę, czy raczej próba zagrania alley-oopa z zawiązanymi oczami. Patrząc na to z mojej, mocno subiektywnej perspektywy, widzę tu dwie strony medalu, jak w tych derbach, gdzie raz się wygrywa, raz dostaje po dupie.
Pozytywy? No jasne, że są. To może być w końcu ten świeży powiew, którego polska koszykówka potrzebuje jak tlenu. Człowiek spoza układu, niezwiązany z basketowymi układami i podziałami, może wnieść profesjonalizm biznesowy z prawdziwego zdarzenia. Mówimy o osobie z doświadczeniem w zarządzaniu dużymi podmiotami – to nie jest zabawa w podwórkowe „na spółkę”. Może to oznaczać lepsze zarządzanie finansami, optymalizację procesów, świeże spojrzenie na marketing i przyciąganie sponsorów. W końcu pieniądze nie śmierdzą, a dobry biznesplan może sprawić, że Śląsk stanie się prawdziwą, stabilną marką, a nie tylko klubem balansującym na krawędzi budżetu. Może to być szansa na przełamanie pewnego marazmu, na wniesienie innowacji i, co tu dużo gadać, na uporządkowanie spraw od A do Z na poziomie organizacyjnym, gdzie często w polskim sporcie panuje chaos godny trade’u Luki do LAL…
Ale są też i cienie. Moje zaniepokojenie bierze się stąd, że koszykówka to nie tylko Excel i korporacyjne slajdy. To emocje, to znajomość specyfiki ligi, to zrozumienie środowiska. Ktoś, kto nigdy nie „wąchał” parkietu, kto nie zna osobiście wszystkich prezesów, menedżerów, trenerów, agentów i tych wszystkich szalonych ludzi, którzy kręcą ten interes, może mieć problem z nawigacją w tym specyficznym świecie. W polskiej lidze często liczą się nieformalne układy, relacje budowane latami, wiedza o tym, kto jest kto, a kto tylko udaje. Brak doświadczenia w scoutingu? Brak rozeznania w realiach transferowych, pułapkach kontraktowych, specyfice agentów? Kto będzie rozmawiał z graczami, rozumiejąc ich specyficzne potrzeby i motywacje? Czy będzie w stanie ocenić potencjał młodego zawodnika tak? Obawiam się, że bez solidnego wsparcia doradców z branży, decyzje mogą być oderwane od sportowej rzeczywistości, a to może przełożyć się na frustrację sztabu szkoleniowego, zawodników i – co dla mnie najważniejsze – kibiców.
Moim zdaniem, to jest strzał obarczony ogromnym ryzykiem, ale jednocześnie posiadający ogromny potencjał. Nie mogę powiedzieć, że to zły strzał, bo cenię sobie świeże spojrzenie i profesjonalizm. Ale jednocześnie mam ten wewnętrzny, wierny #AntekBandwagonowi głos, który szepcze: „Dave, to koszykówka, tu nie zawsze liczą się cyferki. Tu liczy się też serce i dusza”.
Zobaczymy, jak Pani Karolina Pokorska poradzi sobie z tą fuzją Excela i parkietu. Trzymam kciuki, bo dobro Śląska (i całego polskiego basketu) jest tu na szali. Ale z tyłu głowy wciąż mam to zaniepokojenie. Bo co, jeśli zamiast budować nową potęgę, na koniec sezonu znowu będziemy przeglądać cyferki z pulsbasketu, tylko tym razem w kontekście kolejnego rozczarowania? Mam nadzieję, że tym razem z rotacjami na stanowisku prezesa nie będzie jak z wymianami trenerów i zawodników w poprzednich sezonach Śląska…
Zostaw odpowiedź