Wszystko, co mogło pójść źle, poszło. Milwaukee Bucks zakończyli sezon w najgorszy możliwy sposób – tracąc siedmiopunktowe prowadzenie na 40 sekund przed końcem dogrywki i przegrywając mecz numer 5 z Indianą Pacers 118:119. Nie była to tylko porażka – to była kapitulacja, autodestrukcja i symboliczny koniec pewnej ery.
Trzeci akt tej samej tragedii
Seria z Pacers bardzo przypominała zeszłoroczną kompromitację. Znowu Giannis, znowu błędy w końcówkach, znowu przeciwnik, który po prostu chciał bardziej. Bucks nie przegrali dlatego, że byli słabsi fizycznie – przegrali, bo pękli mentalnie.
Ich sezon można podsumować jako festiwal niespełnionych nadziei. Rok temu zmiana trenera na półtrenera, rok wcześniej wymiana Jrue Holidaya na Damiana Lillarda, teraz (jak i rok temu) liczne kontuzje, zanik tożsamości – wszystko to złożyło się na zespół, który na papierze wyglądał groźnie, ale w praktyce rozsypywał się pod byle naciskiem.
Bucks prowadzili 118–111 na 40 sekund przed końcem. Przegrali.
Gwiazdy jednego wieczoru
Z kontuzjowanym Lillardem na trybunach, ciężar meczu wzięli na siebie Gary Trent Jr. i AJ Green. Ten pierwszy zdobył 33 punkty, Green dorzucił 19 – razem trafili 14 z 27 rzutów za trzy (Trent 8/14, Green 6/13). Wydawało się, że to ich wieczór, a Bucks zakończą wizytę w Indianapolis zwycięstwem. W dogrywce Trent Jr. zdobył 12 punktów.
I wtedy – katastrofa.
Na 40 sekund przed końcem Bucks prowadzili 118–111. Green nie trafia osobistego (1/2). Andrew Nembhard trafia trójkę. Gary Trent Jr. traci piłkę. Faul AJ Greena. Tyrese Haliburton trafia rzut z faulem (and-one). Bucks znów tracą piłkę po złym podaniu Trenta. Haliburton trafia game-winnera. Koniec.
Giannis walczył do końca
Antetokounmpo zrobił swoje – triple-double na poziomie 30 punktów, 20 zbiórek i 13 asyst. Złapał piąty faul na 39 sekund przed końcem czwartej kwarty, ale dotrwał bez szóstego. To nie on przegrał ten mecz – to system go zawiódł. Doc Rivers zmienił skład, dał minuty Portisowi i Greenowi, odsunął Lopeza i Kuzmę – ale zrobił to o cztery mecze za późno.
Kuzma zagrał 13 minut, Lopez 8, Prince 4, Sims 11.
Po meczu Giannis musiał być powstrzymywany po starciu z ojcem Haliburtona, a chwilę później znów po sprzeczce z Bennedictem Mathurinem. Frustracja kipiała z każdej strony – i trudno się dziwić.
Bucks prowadzili 118–111 na 40 sekund przed końcem. Przegrali. Warto to powtórzyć.
Koniec pewnej drużyny
Middleton już został wymieniony. Lopez prawdopodobnie odejdzie. Connaughton i Portis mogą odejść, jeśli nie zostaną wymienieni. To, co zostało z mistrzowskiego składu, rozpada się. Przed Jonem Horstem najtrudniejsze lato w karierze.
Bo jeśli nie znajdzie sposobu, by dać Giannisowi drużynę zdolną do realnej walki, może to być ostatni sezon Greek Freaka w Milwaukee. A jego druga prime – lata 30–35 – właśnie się zaczęła.
Nie ma łatwego sposobu, by to powiedzieć, ale przyszedł moment, w którym Giannis Antetokounmpo powinien poważnie rozważyć odejście z Milwaukee Bucks. Nie dlatego, że zabrakło mu lojalności – udowodnił ją milion razy. Nie dlatego, że zawiódł – był ostatnim, który nie zawiódł. Ale dlatego, że otoczenie, które miało wspierać jego wielkość, po prostu się rozpadło.
- Organizacja nie nadąża za jego ambicjami. Zamiast stabilizacji – chaos. Zamiast systemu – doraźne łatanie dziur.
- Wymiana Jrue Holidaya była początkiem końca. Zespół stracił swoją tożsamość w obronie, a Giannis swojego najlepszego partnera na boisku.
- Damian Lillard nie pasuje do jego stylu. Brak defensywy, inny rytm gry, a teraz jeszcze poważna kontuzja.
- Doc Rivers nie jest trenerem na miarę mistrzostwa. Brak adaptacji, spóźnione decyzje, przewidywalność. I bilans porażek w playoffach, który mówi wszystko.
- Skład się starzeje i rozpada. Middleton już odszedł. Lopez prawdopodobnie odejdzie. Portis i Connaughton mogą pójść w jego ślady.
- Nie ma perspektyw na szybki re-tooling. Żadnych młodych gwiazd. Brak draftu. Ograniczenia finansowe.
- Milwaukee stało się zbyt małą sceną. Giannis powinien grać na największych arenach – gdzie każde jego zagranie ma globalny rezonans.
- Nie może marnować swoich lat 30–35. To jego druga prime. Każdy zmarnowany sezon to krok wstecz w walce o miejsce w historii.
- Nie będzie drugiej szansy na budowę dynastii. Tamta z 2021 się skończyła. Nowej tu już nie będzie.
- Giannis nie ma już czasu być cierpliwy. Ma już wszystko – poza kolejnym pierścieniem. I musi go zdobyć, zanim ciało powie „dość”.
- Każdy wielki gracz w końcu zmienia klub. Shaq, LeBron, Kareem, Durant – wszyscy to zrobili, żeby wygrać. I Giannis nie musi być wyjątkiem.
- Kibice Milwaukee będą go kochać na zawsze. Ale muszą też pozwolić mu odejść, by był kimś więcej niż lokalnym bohaterem.
- Czasem trzeba zostawić dom, żeby ocalić siebie. A Milwaukee – piękne, wierne, dumne – nie jest już miejscem, w którym Giannis może być wielki.
Zamiast epilogu – pytania bez odpowiedzi
Kto zostanie nowym trenerem? Czy Rivers wyleci szybciej, niż został zatrudniony? Co dalej z Lillardem po zerwanym Achillesie? Czy warto budować dalej, czy wszystko zburzyć i zacząć od nowa?
Na razie wiadomo jedno: Bucks prowadzili 118–111 na 40 sekund przed końcem. I przegrali. I na tym będziemy budować offseason pełen żalu i niepewności.
Jakoś pod koniec maja możesz się spodziewać dokładnej analizy serii Bucks-Pacers.
Zostaw odpowiedź