What If: Gdyby Middleton i Parker zawsze byli zdrowi.

Kurde, dziwne uczucie, kiedy siadanie z komputerem na kolanach i klepanie nonsensów o baskecie znowu daje radość. Ile razy razy nie mogłeś zasnąć, bo wieczorem oglądałeś mecz i gdy tylko głowa dotknęła poduszki zacząłeś się zastanawiać, co by było, gdyby jednak ten buzzer nie wysrał się z obręczy w ostatnim rzucie.

Co by było, gdyby… – to pytanie, które fascynuje mnie od lat, nie tylko w świecie basketa. Uwielbiam grzebać w alternatywnych światach, szukać innych wersji siebie i swojego otoczenia. Czemu nie pobawić się tą konwencją tutaj? W moim inauguracyjnym wpisie z cyklu „What If” zabiorę Was do mojej alternatywnej rzeczywistości NBA. Od razu polecimy do świata, który do dziś nie daje mi spokoju. Świata, w którym Milwaukee Bucks mieli nieprzerwany rozwój dwóch połamańców: Khrisa Middletona i Jabari Parkera. Wyobraźmy sobie, że ten duet nigdy nie doznaje poważnych kontuzji i przez całą karierę wspiera Giannisa w barwach Kozłów.

Jak potoczyłyby się losy klubu od sezonu 2014/15 do 2025? Oto chronologiczna opowieść o mistrzowskich ambicjach, zmianach w składzie, transferach, ekonomicznych konsekwencjach i wpływie na resztę ligi. Gotowi? Kawa w łapę i jedziemy!

Narodziny duetu w Milwaukee (2014–2016)

Sezon 2014/15 – Jabari Parker wkracza do NBA jako numer dwa draftu i od pierwszych meczów pokazuje przebłyski wielkiego talentu (a jak oceniałem go po pierwszych siedmiu meczach w lidze możecie przeczytać tutaj. ). W naszej alternatywie Parker nie doznaje kontuzji w grudniu 2014, więc rozgrywa pełny sezon debiutancki ramię w ramię z młodym Giannisem, a ja nie muszę popełniać kolejnego wpisu pod tytułem „Kiedy wróci Jabari”. Bucks pod wodzą trenera Jasona Kidda nadal są na etapie przebudowy, ale duet Parker–Giannis daje kibicom powody do ekscytacji. Khris Middleton, pozyskany rok wcześniej z Detroit, okrzepł jako świetny strzelec i defensor na obwodzie. Ta trójka nastolatków i dwudziestolatków zaskakuje ligę zgraniem i energią. Milwaukee wygrywa więcej meczów niż w oryginalnej historii (gdzie mieli bilans 41-41) – Parker dokłada ~15 punktów na mecz, walcząc o tytuł Debiutanta Roku (no bo czemu nie!). Bucks meldują się w play-offach niżej rozstawieni. W pierwszej rundzie stawiają twarde warunki doświadczonym Chicago Bulls. Seria jest zacięta – alternatywny Parker swoimi wsadami i grą jeden na jeden odciąża atak, przez co młoda drużyna jest w stanie wygrać dwa mecze więcej niż w rzeczywistości. Ostatecznie Chicago wygrywa serię po siedmiu meczach, ale w Milwaukee czuć, że rodzi się coś wyjątkowego.

Sezon 2015/16 – Lato 2015 przynosi wzmocnienie pod koszem w postaci Grega Monroe (który jako pierwszy wchodzący z ławki prawie załapał się kiedyś do mojego TOP5 drużyny), a Parker rozpoczyna drugi rok kariery w pełni zdrowy i z jeszcze szerszym repertuarem ofensywnym. Antek robi stałe postępy jako wszechstronny skrzydłowy, Middleton natomiast staje się etatowym starterem i jednym z liderów szatni. Młody rdzeń Bucks – zgodnie z planami klubu​ – ma być fundamentem na lata. Rzeczywistość alternatywna nie jest jednak od razu bajką: Milwaukee wciąż brakuje doświadczenia, a defensywa cierpi, bo Parker i Monroe razem na parkiecie to duże wyzwanie i jeszcze większa dziura w obronie. W rezultacie zespół balansuje na krawędzi play-offów. Ostatecznie Kozły łapią się do ósemki wschodu z niskiego miejsca i trafiają na Cleveland Cavaliers LeBrona Jamesa w pierwszej rundzie. Tutaj kończy się ich przygoda (Cavs to wciąż zbyt mocny przeciwnik), ale cenne doświadczenie procentuje na przyszłość. Giannis notuje w tej serii swoje pierwsze triple-double w karierze, Parker imponuje średnią blisko 18 punktów w play-off, a Middleton trafia ważne rzuty zza łuku. Mimo porażki 1-4 z późniejszym mistrzem NBA (Cleveland zdobywa tytuł w 2016 tak jak w naszym świecie), w Milwaukee rośnie apetyt na więcej.

Od przebłysku do contendera (2016–2019)

Sezon 2016/17 – to przełom w alternatywnej linii czasu Bucks. Khris Middleton nie łapie kontuzji ścięgna przed rozgrywkami, dzięki czemu od początku sezonu drużyna jest w komplecie (pamiętasz mecz z Heat, w który Middleton wrócił na parkiet a chwilę potem w jednej z kaacji ponownie połamał się Parker? Ja pamiętam!) Jabari Parker kontynuuje progres – w rzeczywistości w tym sezonie notował średnio ponad 20 punktów do momentu feralnej kontuzji. W mojej pięknej historii Parker oczywiście nie zrywa ACL w lutym 2017, tylko gra dalej na poziomie potencjalnego All-Stara. Giannis, Jabari i Khris stają się jednym z najciekawszych młodych trio w lidze. Wszyscy trzej zdobywają po kilkanaście-dwadzieścia kilka punktów co mecz, każdy w swoim stylu: Giannis dominujący fizycznie i wszechstronny, Parker finezyjny w ataku, Middleton skuteczny na półdystansie i za 3. Bucks notują wyraźną poprawę bilansu, oscylując w okolicach 50 zwycięstw w sezonie regularnym. Do zespołu dołącza Pan Prezydent Malcolm Brogdon, który wnosi spokój na obwodzie. Z takim składem Milwaukee wchodzi do play-off z 4. miejsca. W pierwszej rundzie po raz pierwszy od lat wygrywają serię – rewanżując się Toronto Raptors za porażkę z poprzedniego roku (w realnej historii Bucks odpadli z Raptors w 2017). Parker w kluczowym meczu rzuca 30 punktów, a Giannis dokłada dominujące 25 punktów, 15 zbiórek i 7 asyst, pieczętując awans. W półfinale konferencji młoda drużyna staje naprzeciw Cleveland Cavaliers z prime LeBronem. To prawdziwy test – Bucks momentami zaskakująco prowadzą wyrównane boje, wygrywając nawet dwa mecze u siebie. W szóstej potyczce Parker zalicza efektowny poster dunk na Kevinie Love, który obiega wszystkie sportowe serwisy. Jednak Cavs wygrywają serię 4-2, a LeBron jak zwykle okazuje się nie do zatrzymania na wschodzie. Mimo to Milwaukee zyskuje respekt – konferencję kończą jako jeden z półfinalistów, Giannis pierwszy raz zostaje wybrany do Meczu Gwiazd, a kibice snują marzenia o wielkiej przyszłości.

Sezon 2017/18 – oczekiwania rosną, ale początek sezonu jest wyboisty. Mimo talentu, Bucks brakuje jeszcze dyscypliny w obronie i stabilności. Jason Kidd nadal próbuje poukładać rotacje – Giannis coraz częściej gra jako point forward, Middleton ugruntowuje swoją pozycję jako strzelec z dystansu, a Parker, po zakończeniu kontraktu debiutanckiego, liczy na sowite przedłużenie. W realnym świecie Parker opuścił większość sezonu wracając po kontuzji, ale tutaj gra od października, co oznacza, że Bucks osiągają lepszy bilans niż rzeczywiste 44-38. Pod koniec stycznia 2018 właściciele klubu decydują się jednak na zmianę – Jason Kidd zostaje zastąpiony (czy się z tego cieszę?) przez bardziej strategicznego trenera (być może Mike Budenholzer trafia do Milwaukee kilka miesięcy wcześniej niż w naszej rzeczywistości, dostając zadanie maksymalnego wykorzystania młodego trzonu). Wzmocnienia składu następują stopniowo: z Phoenix Suns przybywa w wymianie energiczny rozgrywający Eric Bledsoe (to ruch, który Bucks wykonali faktycznie jesienią 2017, naciągane, ale pamiętaj, to MOJA historia). Z nim, Brogdonem, Middletonem, Parkerem i Giannisem drużyna ma na papierze jeden z najzdolniejszych składów ligi. Play-offy 2018 przynoszą kolejny krok naprzód – Milwaukee dociera do Finału Konferencji Wschodniej. Po drodze pokonują m.in. Boston Celtics, odpłacając im się za zaciętą serię z realnego świata (gdzie Celtics wyeliminowali Bucks w 7 meczach). Tym razem zdrowy Parker daje przewagę – jego średnie 22 pkt na mecz w serii oraz kluczowe trafienia w końcówkach meczów 5 i 6 pozwalają wyeliminować młodych Celtów Jaysona Tatuma i Jaylena Browna. W ECF Bucks znów trafiają na LeBrona Jamesa (Cavs), który rozgrywa fenomenalne play-offy. Milwaukee walczy ambitnie, jednak doświadczenie Cavaliers bierze górę i seria kończy się wynikiem 4-2 dla Cleveland. Giannis notuje kapitalne występy (w jednym z wygranych spotkań zalicza 40 pkt i 15 zb), Middleton dokłada celne trójki, a Parker – choć świetny w ataku – jest nieco eksploatowany w obronie przez sprytnego LeBrona. Mimo porażki, Bucks pierwszy raz od ponad dekady są tak blisko Finałów NBA. Latem 2018 klub czyni więc kluczowe ruchy: Jabari Parker otrzymuje przedłużenie kontraktu i pozostaje w Milwaukee jako pełnoprawny trzeci filar obok Antetokounmpo i Middletona. Nie jest tani – zgarnia wieloletnią umowę w okolicach maksymalnej stawki, co ma konsekwencje dla finansów (salary cap zespołu dramatycznie się zapełnia). By utrzymać skład, Bucks rezygnują z kilku rezerwowych i młodych graczy: nie stać ich na zatrzymanie Malcolma Brogdona, który latem 2019 odchodzi gdzie indziej za większe pieniądze (podobnie jak w rzeczywistości). Milwaukee decyduje się jednak zapłacić podatek od luksusu – nowa arena (Fiserv Forum) pęka w szwach dzięki sukcesom drużyny, co uzasadnia wydatki. W międzyczasie stery trenerskie oficjalnie przejmuje Mike Budenholzer (znany również i w tym świecie z systemowej koszykówki i sukcesów w Atlancie, o czym rozmawialiśmy nawet kiedyś z Michałem, Maćkiem i Mateuszem). Z takim zapleczem organizacyjnym i zdrowym Big Three, Bucks wkraczają w nowy sezon jako poważny contender.

Sezon 2018/19 – to rok, w którym alternatywny plan Milwaukee wreszcie przynosi wejście na szczyt NBA. Giannis Antetokounmpo w wieku 24 lat wchodzi na poziom MVP ligi (co pokrywa się z naszą rzeczywistością – faktycznie został MVP w 2019). Khris Middleton rozkwita jako two-way player, zostaje nawet wybrany po raz pierwszy do All-Star Game. Jabari Parker, w pełni zdrowy i wkomponowany w system Budenholzera, spełnia rolę ofensywnego killera – zdobywa ponad 20 punktów w meczu, często przeciw rezerwowym rywali, gdyż coach Bud wystawia go czasem jako lidera drugiej piątki dla utrzymania balansu obrony i ataku. Taka głębia talentu sprawia, że Bucks notują najlepszy bilans w lidze (ponad 60 zwycięstw) i z dominacją wkraczają do play-off. Na Wschodzie pojawiają się jednak nowi rywale – Toronto Raptors z Kawhi Leonardem czy wzmocnieni młodzi Philadelphia 76ers. W drugiej rundzie Milwaukee trafia na Boston Celtics Kyrie Irvinga – seria jest powtórką z realnego świata (gdzie Bucks łatwo ograli Celtics 4-1), tutaj wynik jest podobny, bo Bucks mają po prostu zbyt wiele ognia. Finał Konferencji to upragniony rewanż z Toronto Raptors. W naszej rzeczywistości Bucks ulegli Raptors 2-4 po dramatycznej serii, ale w alternatywnej historii zdrowy Parker przechyla szalę zwycięstwa. Początek znów należy do Milwaukee (prowadzenie 2-0 w serii), potem Raptors z Kawhi próbują wrócić do gry, jednak tym razem game 5 i game 6 padają łupem Kozłów. W decydujących momentach Parker dokłada brakujące punkty, kiedy obrona Toronto koncentruje się na Giannisie. Milwaukee Bucks awansują do Finałów NBA 2019, pierwszy raz od 1974 roku! Całe miasto żyje koszykówką – spełnia się wizja nowych właścicieli klubu, którzy przed kilkoma laty stawiali na młode gwiazdy.

W Finale NBA 2019 Bucks mierzą się z prawdziwym hegemonem ostatnich lat – Golden State Warriors. Na szczęście dla Milwaukee, rzeczywistość (zarówno ta prawdziwa, jak i nasza alternatywna) nie oszczędza również mistrzów Zachodu. Warriors borykają się z urazami kluczowych graczy: Kevin Durant co prawda wraca pod koniec serii, ale nie jest w pełni formy, a Klay Thompson doznaje kontuzji w trakcie finałów. Bucks wykorzystują swoją szansę. Giannis dominuje w pomalowanym przeciw stosunkowo niskiej obronie Warriors, Middleton dzielnie kryje Stephena Curry’ego wraz z Ericem Bledsoe, a Parker z ławki stanowi przewagę punktową nad rezerwami Golden State. Finały są bardzo zacięte – Curry i spółka nie oddają pola łatwo – ale ostatecznie Milwaukee triumfuje 4-2, zdobywając mistrzostwo NBA 2019! Giannis Antetokounmpo zostaje jednogłośnie wybrany MVP Finałów, choć media podkreślają także wkład Middletona (kilka kluczowych trójek) i Parkera (średnia 18 pkt w finałach). Toronto Raptors w tej rzeczywistości nie zdobywają tytułu – Kawhi Leonard nie zapisuje się złotymi zgłoskami w historii Raptors, choć i tak po sezonie opuszcza Kanadę, nie mając tym bardziej powodów by zostać. Golden State Warriors doznają pierwszej porażki w Finałach od 2016 roku, co nieco inaczej kształtuje ich dynastię – być może bez trofeum w 2019 są bardziej zdeterminowani, by zatrzymać Duranta (choć ten i tak wybiera Brooklyn), a Stephen Curry kończy dekadę z tylko trzema pierścieniami zamiast czterech.

Złota era Milwaukee (2020–2022)

Zdobycie mistrzostwa nie syci ambicji młodej ekipy Bucks – wręcz przeciwnie, rodzi się apetyt na dynastię. Sezon 2019/20 rozpoczyna się dla Milwaukee wspaniale: Giannis podpisuje latem super-maksymalne przedłużenie kontraktu (mając już tytuł na koncie, nie ma wątpliwości, że chce kontynuować misję w Milwaukee). Drużyna znów dominuje w sezonie regularnym, a Antetokounmpo notuje historyczne statystyki i drugi raz zostaje MVP ligi. Jednak nad NBA zbierają się chmury – pandemia i przerwa, a potem specyficzne warunki w bańce w Orlando. Bucks, choć celują w drugi tytuł z rzędu, napotykają niespodziewane trudności. W półfinale Wschodu czeka na nich rewelacja rozgrywek – Miami Heat dowodzeni przez Jimmy’ego Butlera. W realnym świecie Milwaukee przegrało tę serię sensacyjnie 1-4, ale w naszej alternatywie mistrzowski charakter drużyny daje o sobie znać. Parker, który wciąż nie jest elitarnym obrońcą (delikatnie mówiąc), miewa problemy w match-upie z dynamicznymi skrzydłowymi Miami, jednak trener Budenholzer rotuje składem: więcej minut w obronie gra weteran Wesley Matthews, a Jabari skupia się na ataku. Giannis, zmotywowany po nagrodzie MVP, nie pozwala sobie na wpadkę – dominuje strefę podkoszową Heat, a Middleton rewanżuje się Heat za poprzednie niepowodzenia świetną skutecznością z dystansu. Seria jest długa, ale Bucks wygrywają 4-3 po heroicznej walce, unikając wstydu sprzed roku. W Finałach Wschodu czekają Boston Celtics, żądni rewanżu za 2019. Tatum i Brown dojrzeli jako gwiazdy, jednak Milwaukee wciąż ma przewagę doświadczenia i fizyczności. Parker wchodzi na wysokie obroty ofensywne w meczach domowych, raz notując 35 punktów w ważnym zwycięstwie. Bucks pokonują Celtics 4-2 i drugi raz w ciągu trzech lat zostają mistrzami Wschodu. W Finale NBA 2020 dochodzi więc do starcia marzeń: Giannis Antetokounmpo kontra LeBron James, czyli Milwaukee Bucks vs. Los Angeles Lakers. Seria przyciąga ogromną widownię, bo obie drużyny są na szczycie swoich konferencji. LeBron wraz z Anthonym Davisem tworzą duet niemal idealny – Lakers mają przewagę doświadczenia, Bucks zaś młodości i głębi składu. Finały 2020 stają się klasykiem: siedmiomeczowy bój dwóch gigantów. Giannis i LeBron odpowiadają sobie nawzajem fenomenalnymi występami (obaj zaliczają mecze na poziomie triple-double i 30+ punktów). Parker ma momenty, gdzie błyszczy jako trzeci strzelec Milwaukee, ale bywa też celem ataków pick-and-roll Lakers (gdzie LeBron szuka na nim przewagi). Po sześciu meczach jest remis 3-3. W decydującym, siódmym spotkaniu na neutralnym gruncie w Orlando górę bierze doświadczenie Lakers – LeBron notuje legendarny występ na miarę MVP Finałów, a rzuty Davisa przesądzają sprawę. Los Angeles Lakers zdobywają tytuł w 2020, zaś Bucks muszą przełknąć gorycz porażki na ostatniej prostej. Mimo wszystko i tak zapisują się złotymi zgłoskami – obronili mistrzostwo konferencji, Giannis po raz kolejny był najlepszym graczem sezonu, a dynastia jest nadal w grze.

Sezon 2020/21 – Milwaukee nie zamierza oddawać pola. Aby wrócić na tron, Bucks dokonują znaczącego transferu: pozyskują z New Orleans Pelicans znakomitego obrońcę i rozgrywającego Jrue Holiday’a, oddając w zamian Erica Bledsoe i pakiet picków w drafcie (podobnie jak w rzeczywistości). Ten ruch, choć kosztowny, daje Bucks jeszcze większą siłę ognia po obu stronach parkietu. Co prawda finansowo zespół jest na granicy – kontrakty Giannisa, Middletona, Parkera i teraz Holidaya powodują napięcia salary cap – ale właściciele czują, że budują coś wyjątkowego i godzą się na wysokie wydatki. Rotacja Budenholzera jest teraz głębsza i bardziej doświadczona: Holiday, Middleton, Antetokounmpo, Parker i Brook Lopez stanowią wyjściową piątkę, a z ławki wsparcie dają m.in. weteran PJ Tucker (pozyskany w trakcie sezonu dla wzmocnienia defensywy na playoffs), strzelec Bryn Forbes czy wciąż rozwijający się Donte DiVincenzo. Play-offy 2021 okazują się jednak jedną z najcięższych przepraw – na drodze Milwaukee staje nowo powstała super-drużyna Brooklyn Nets z triem Durant-Irving-Harden. W półfinale konferencji dochodzi do dramatycznej serii, gdzie talent strzelecki Nets ściera się z wszechstronnością Bucks. To właśnie na takie momenty zatrudniono Jrue Holidaya – w kluczowych meczach ogranicza Kyrie Irvinga, a Middleton wraz z nim utrudniają życie Hardenowi. Durant rozgrywa kosmiczną serię, w jednym z meczów rzuca 49 punktów, jednak Bucks wyciągają wnioski z 2020 i tym razem wąskim sztabem wygrywają w 7 meczach (ponownie decydują centymetry – słynny rzut Duranta, w mojej rzeczywistości za 3, tutaj również ląduje minimalnie za linią i daje tylko remis, po czym Bucks wygrywają w dogrywce). Wycieńczeni zwycięstwem nad Nets, gracze Milwaukee w Finałach Wschodu trafiają na Atlanta Hawks, którzy sprawili niespodziankę eliminując 76ers. Tym razem obyło się bez dramatów – Bucks dość pewnie pokonują młodą ekipę z Atlanty 4-1. Awans do Finałów NBA 2021 po raz trzeci z rzędu czyni z Milwaukee prawdziwą potęgę. Ich rywalem jest zaś Phoenix Suns – rewelacja Zachodu z młodym Devinem Bookerem i doświadczonym Chrisem Paulem. Realne finały 2021 zakończyły się triumfem Bucks 4-2 i podobnie dzieje się w naszej historii. Giannis gra jak człowiek na misji (dwukrotnie przekracza 40 punktów, w tym pamiętne 50 pkt w meczu zamykającym serię), Jrue Holiday zamęcza defensywą CP3, Middleton dokłada clutch rzuty, a Jabari Parker… cóż, dla niego to nieco trudniejsza seria. Monty Williams, trener Suns, celuje atakami w Parkera – gdy ten jest na parkiecie, Phoenix gra akcje pod Bookera krytego przez słabszego defensora. Budenholzer dokonuje więc pewnej korekty: w końcówkach wielu meczów Parker spędza czas na ławce, a zastępuje go lepszy w obronie PJ Tucker. Jabari jednak nie narzeka – rozumie, że liczy się zwycięstwo, a on wciąż dołożył swoje (średnio 15 pkt w finałach, kilka ważnych wejść pod kosz, które odciążyły Giannisa). Ostatecznie Milwaukee Bucks zdobywają mistrzostwo NBA 2021, wracając na tron po rocznej przerwie. Giannis ponownie zostaje MVP Finałów, płacząc ze szczęścia z trofeum w rękach, Middleton i Holiday świętują swój pierwszy pierścień, a Parker – choć w cieniu – także zostaje mistrzem i rehabilituje się w oczach krytyków. Dla Milwaukee to już drugi tytuł w trzy lata, co oficjalnie otwiera dyskusję o dynastii Bucks. W tym czasie inne potęgi NBA muszą uznać wyższość Kozłów – Golden State Warriors, mimo powrotu do zdrowia swoich gwiazd, nie mieli okazji odzyskać trofeum, Los Angeles Lakers po 2020 nie powtórzyli sukcesu (w 2021 odpadli wcześnie przez kontuzje), a młode ekipy jak Suns czy Hawks przekonały się, ile brakuje im do mistrzów.

Sezon 2021/22 – Milwaukee kontynuuje dominację. Mimo drobnych urazów w trakcie rozgrywek (choroba Giannisa na początku roku, drobne przeciążenia u Middletona), w play-offach wszyscy kluczowi gracze są zdrowi. To kluczowe, bo w prawdziwej historii Bucks w 2022 zostali zatrzymani w drugiej rundzie głównie przez kontuzję Middletona. W mojej alternatywie Bucks 2022 są na misji obrony tytułu. Pierwsze rundy przechodzą dość gładko: najpierw rewanżują się Chicago Bulls (w tym świecie Bulls nie mają w składzie Parkera – Jabari nigdy do nich nie trafił, bo pozostał w Milwaukee – więc Chicago nie zyskuje z jego krótkiego epizodu nic), a następnie trafiają na odwiecznych rywali z Bostonu. Boston Celtics 2022 to ekipa głodna sukcesu (w rzeczywistości dotarli aż do Finałów). W tej serii mamy pojedynek dwóch silnych defensyw – Jrue Holiday i Marcus Smart to czołowi obrońcy obwodowi, Giannis i Tatum rywalizują o miano najlepszego gracza Wschodu. Jednak Bucks mają coś, czego Celtics nie – Jabari Parker jako dodatkową opcję punktową. O ile w defensywie Budenholzer znów czasem oszczędza Jabariego, o tyle w ataku Celtics nie znajdują na niego odpowiedzi, gdy skupiają się na Giannisie. Parker ma jeden przełomowy mecz (Game 5), gdzie z ławki zdobywa 28 punktów, kompletnie zaskakując defensywę Bostonu i dając Milwaukee przewagę w serii 3-2. Celtics odpowiadają u siebie, ale w meczu numer 7 doświadczenie mistrzów bierze górę – Bucks wygrywają serię 4-3, eliminując Boston i ich marzenia o tytule. Dla Jaysona Tatuma i Jaylena Browna to kolejna bolesna lekcja od Milwaukee – w tej alternatywnej rzeczywistości Celtics nie tylko przegrali z Bucks w 2019, ale i w 2022, co może rodzić pytania o przyszłość ich duetu (czy byliby skłonni do zmian, sfrustrowani blokadą ze strony Giannisa i spółki?).

W Finałach Wschodu 2022 Bucks mierzą się ponownie z Miami Heat, tym razem prowadzonymi przez mającego wieczny dzień konia Jimmy’ego Butlera. Miami w realnym 2022 odpadli w finałach konferencji, ale tu – trafiając na Milwaukee – również nie dają rady. Rywalizacja jest zacięta i fizyczna, Parker dostaje nawet techniczne przewinienie po sprzeczce z Butlerem w meczu nr 3, jednak ostatecznie talent Bucks przeważa. Seria kończy się 4-2 i Milwaukee trzeci raz z rzędu zdobywa mistrzostwo Wschodu. Tym samym Bucks awansują do Finałów NBA 2022, gdzie czekają już odświeżeni Golden State Warriors. Curry, Thompson i Draymond Green, wzmocnieni wschodzącą gwiazdą Jordanem Poolem oraz przeżywającym drugą młodość Andre Iguodalą, chcą odzyskać utracony blask. Media nakręcają narrację: czy Warriors, którzy w tej rzeczywistości nie wygrali tytułu od 2018, zdołają powstrzymać trzykrotnych mistrzów Wschodu? Finały 2022 okazują się konfrontacją stylów – ofensywa oparta na strzelcach dystansowych kontra potęga fizyczna i wszechstronność Bucks. Giannis jest nie do powstrzymania dla obrony Golden State (w realnych finałach Warriors radzili sobie z centrami Bostonu, ale Giannis to zupełnie inna bestia). Zdobywa średnio 35 punktów, 14 zbiórek i 6 asyst, kandydując do kolejnego MVP Finałów. Khris Middleton świetnie wywiązuje się z roli closera – w meczu nr 3 trafia buzzer-beatera za trzy, dając Bucks prowadzenie w serii. Warriors odpowiadają geniuszem Curry’ego, który w pojedynczych spotkaniach potrafi „ukraść” zwycięstwo samymi trójkami (jego 50 punktów w Game 4 doprowadza do remisu 2-2). Jednak głębia składu Milwaukee przechyla szalę: Jrue Holiday znakomicie utrudnia życie Curry’emu w kluczowych momentach, a Jabari Parker ma swój moment chwały – w piątym meczu, przy remisie w czwartej kwarcie, zdobywa 10 punktów z rzędu, wykorzystując słabszą defensywę zmienników Warriors. Bucks wychodzą na prowadzenie 3-2 i nie wypuszczają już okazji z rąk. Szósty mecz w San Francisco jest wyrównany do samego końca, ale to Giannis kładzie stempel – efektownym blokiem na Wigginsie i kontrą zakończoną wsadem. Milwaukee Bucks pokonują Golden State Warriors 4-2, zdobywając mistrzostwo NBA 2022! Trzeci tytuł w cztery lata czyni ich oficjalnie drużyną dekady. Stephen Curry i Warriors muszą uznać wyższość nowej potęgi – być może w kolejnych latach spróbują jeszcze raz, ale rok 2022 należy do Milwaukee.

Nowe wyzwania i dziedzictwo (2023–2025)

Potrójna korona na przełomie dekady sprawia, że Milwaukee Bucks stają się synonimem sukcesu. Giannis Antetokounmpo, Khris Middleton i Jabari Parker – trio, które w naszej rzeczywistości miało niewiele czasu żeby wspólnie biegać po boisku, w alternatywnym świecie faktycznie zdominowało ligę. Jednak nawet dynastie napotykają wyzwania. Sezon 2022/23 przynosi pewne zmęczenie materiału. Bucks wciąż należą do ścisłej czołówki, lecz konkurenci intensywnie ich gonią. Na Wschodzie młode gwiazdy z Bostonu i Filadelfii są coraz lepsze, Miami Heat szukają okazji do rewanżu, a na horyzoncie pojawia się nowa siła – Cleveland Cavaliers z przebudowanym składem (dzięki innemu układowi draftów i transferów liga ułożyła się nieco inaczej; np. przez dominację Milwaukee, niektóre wybory w drafcie przypadły innym zespołom, co doprowadziło do nowych konfiguracji talentów). Bucks muszą również mierzyć się z własnymi ograniczeniami finansowymi – wieloletnie płacenie podatku od luksusu zmusza zarząd do trudnych decyzji. W 2023 dobiega końca kontrakt Brooka Lopeza i ze względu na wiek oraz finanse klub decyduje się pozwolić mu odejść. Rotacja zmienia się – większą rolę pod koszem dostaje młody rezerwowy (np. rozwijany od paru lat w cieniu mistrzów prospekt z późnego draftu, którego Milwaukee mogło wybrać dzięki przesunięciom w kolejności). Play-offy 2023 są najtrudniejszymi od lat. W drugiej rundzie Bucks trafiają na Philadelphia 76ers Joela Embiida i Jamesa Hardena. Brak Lopeza i mniej stabilna defensywa wewnętrzna daje się we znaki – Embiid dominuje pod tablicami. Seria idzie na siedem meczów, a w decydującym starciu w Milwaukee to Jrue Holiday trafia kluczową trójkę, która ratuje mistrzów przed eliminacją. W Finałach Wschodu ponownie czekają Boston Celtics, którzy tym razem wydają się być gotowi za wszelką cenę pokonać odwiecznego rywala. W epickiej serii pełnej zwrotów akcji to jednak Celtics zwyciężają 4-3 – Tatum i Brown rozgrywają mecze życia, wykorzystując może lekki spadek formy zmęczonych Bucks. Milwaukee po raz pierwszy od 2018 nie wygrywa konferencji. Zdeklasowana dynastia? Niekoniecznie – porażka mobilizuje Antetokounmpo i spółkę do przegrupowania sił. Rok 2024 to kolejne starania o powrót na tron, tym razem już pod wodzą nowego trenera (Mike Budenholzer, pomimo sukcesów, po 2023 postanawia odpocząć lub przejść na stanowisko doradcze, a zespół przejmuje młody asystent, który ma tchnąć świeżą energię).

W alternatywnym 2025, Milwaukee Bucks wciąż są w elicie NBA. Przez tę dekadę zapisali się jako zespół, który trzykrotnie zdobył mistrzostwo (2019, 2021, 2022) i regularnie walczył o najwyższe laury. Giannis Antetokounmpo w tej rzeczywistości ma już na koncie kilka pierścieni, co jeszcze mocniej wzmacnia jego pozycję jako jednego z najlepszych graczy pokolenia. Khris Middleton wyrósł na ikonę klubu – bez większych urazów dołożył cegiełkę do wszystkich sukcesów, trafiając niezliczone ważne rzuty. Jabari Parker, któremu nasz świat odebrał szansę na wielką karierę przez kontuzje, tutaj spełnił pokładane w nim nadzieje. Choć nigdy nie stał się wiodącą gwiazdą ligi ani wybitnym obrońcą, odegrał istotną rolę jako trzeci strzelec mistrzowskiej ekipy. Jego średnie na poziomie ~18–20 punktów przez najlepsze lata i kilka pamiętnych występów w play-off sprawiły, że Milwaukee ma w nim swojego bohatera drugiego planu. Parker doczekał się nawet nominacji do Meczu Gwiazd w 2020 roku, a przede wszystkim – rehabilitacji w oczach kibiców NBA, którzy w realnym świecie widzieli w nim zaprzepaszczony talent. Tutaj Jabari jest dowodem na to, jak cienka granica oddziela gwiazdę od „co by było gdyby”.

Ekonomiczne i ligowe konsekwencje

Taki bieg wydarzeń znacząco wpłynąłby na krajobraz NBA. Milwaukee Bucks stali się potęgą małego rynku z trzema wielkimi nazwiskami, co udowodniło opłacalność inwestowania w młode talenty. Finansowo klub musiał głęboko sięgnąć do kieszeni – seria przedłużeń kontraktów (Giannis, Middleton, Parker, potem Holiday) wpychała ich wielokrotnie ponad salary cap. Jednak sukces sportowy przekładał się na sukces biznesowy: wartość franczyzy skoczyła kilkukrotnie, globalna popularność Bucks wzrosła, a nowa hala wypełniała się kibicami w każdym meczu. Drużyna przez lata wybierała w drafcie dopiero z dalszymi numerami (albo oddawała picki w wymianach), co z jednej strony ograniczyło dopływ młodych talentów, ale z drugiej – pozwoliło innym ekipom sięgnąć po graczy, których w naszej rzeczywistości wybrali Bucks (np. Thon Maker – Michał Górny, pamiętasz? czy Donte DiVincenzo mogli trafić do innych klubów, być może zmieniając ich losy w niewielkim stopniu).

Inne zespoły musiały dostosować się do dominacji Milwaukee. Toronto Raptors nie zdobyli mistrzostwa w 2019 – być może bez tego sukcesu szybciej weszli w przebudowę, a kibice w Kanadzie wciąż czekają na swój triumf. Boston Celtics, ku mojej uciesze, więcej razy odbili się od Bucks, co mogło wpłynąć na ich decyzje kadrowe (czy np. zatrzymaliby cały trzon, czy szukali zmian, by pokonać „bucksfactor”?). Golden State Warriors, zamiast porażki z Raptors, doznali jej z rąk Bucks, a w 2022 także nie zdobyli tytułu – zatem dynastia Warriors miałaby „tylko” 3 mistrzostwa (2015, 2017, 2018) i uboższą gablotę. Może to skłoniłoby Stepha Curry’ego i spółkę do jeszcze agresywniejszych ruchów po 2022 roku, by odzyskać tron. Los Angeles Lakers w 2020 co prawda pokonali Milwaukee, ale potem musieli patrzeć, jak to Bucks tworzą minidynastię – być może to zmieniłoby narrację wokół dorobku LeBrona Jamesa (jego wygrana z 2020 przeciwko tak mocnej ekipie Milwaukee mogłaby być jeszcze wyżej ceniona). Miami Heat nie mieliby na koncie spektakularnej bańkowej wygranej nad Bucks w 2020, choć i tak zapisali się swoimi finałami 2020 – ale w 2021 i 2022 znów zatrzymali ich mistrzowie ze stanu Wisconsin. Wreszcie Brooklyn Nets z 2021 – ich gwiazdy Durant, Harden, Irving – przekonali się, że nawet zebrane supertalenty nie wystarczyły na zgrany i doświadczony kolektyw Bucks, co mogło wpłynąć na rozpad tamtego projektu (w realnym świecie również nie zdobyli tytułu, ale tutaj ich porażka była częścią większej dominacji Milwaukee).

Podsumowanie

W mojej wyśnionej, alternatywnej rzeczywistości, gdzie kontuzje omijają Khrisa Middletona i Jabari Parkera, Milwaukee Bucks przeżywają złotą erę na miarę legend NBA. Trzy mistrzostwa, niemal coroczna gra o najwyższą stawkę, i historia o tym, jak konsekwencja w budowie zespołu popłaca. Losy wielu klubów potoczyły się inaczej – jedni stracili szansę na tytuł, inni musieli zmienić plany, by rywalizować z dominacją Bucks. Cykl „What If” pokazuje, że czasem małe zmiany (jak brak pechowej kontuzji) mogłyby zupełnie przemeblować układ sił w lidze. Oczywiście, to tylko zabawa – rzeczywistość napisała inny scenariusz, w którym Bucks i tak zdobyli mistrzostwo (w 2021), ale pytanie „co by było, gdyby Parker i Middleton od początku grali pełnią sił razem z Giannisem” pozostanie jedną z tych fascynujących koszykarskich mrzonek. Przynamniej w moim koszykarskim świecie…

Jak temat się przyjmie i będę miał czas, chęci i motywację, pojadę z nim dalej, bo wchodzenie w alternatywne playoffy dało mi mega dużo frajdy. Chciałbym zrobić z „What If” regularnego gościa na stronie, ale głos z tyłu głowy szepcze, że chyba mnie po*bało…Ale może chociaż raz na dwa tygodnie się uda. Kto wie.

Dzięki za przeczytanie. Mam nadzieję, że w czasie lektury bawiłeś się równie dobrze, jak ja w trzy wieczory, kiedy po 21 stukałem kolejne linijki.


Posted

in

, ,

by

Comments

Jedna odpowiedź na “What If: Gdyby Middleton i Parker zawsze byli zdrowi.”

  1. […] Makera jest klasycznym przykładem „co by było, gdyby” w historii NBA. Wykracza poza jego indywidualną drogę, stając się szerszym komentarzem na temat […]

Zostaw odpowiedź




Odkryj więcej z ...proud Bucks fan since 2002

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Nie przegap żadnego felietonu

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Dołącz do 19 innych subskrybentów

Czytaj dalej