To miało być święto, a wyszło jak wielkanocne śniadanie, na którym ktoś zapomniał o jajkach i żurku. Jestem tuż po świątecznym śniadaniu, dlatego pozwolę sobię na na stwierdzenie, że Bucks, niczym zbłąkany zajączek wielkanocny, pogubili się całkowicie na parkiecie i zostali boleśnie pokonani przez Pacers 98-117. W roli wielkanocnego kata wystąpił Pascal Siakam, który niczym dobrze naostrzony nóż do krojenia świątecznego mazurka, podzielił defensywę Bucks na kawałki, zdobywając 25 punktów. Do stołu skuteczności zasiedli też Myles Turner (19 pkt.) oraz Andrew Nembhard (17 pkt.), którzy ochoczo korzystali z wielkanocnego chaosu Milwaukee.
Giannis przypominał w tym spotkaniu koszykarskiego Chrystusa niosącego ciężki krzyż – z 36 punktami i 12 zbiórkami robił co mógł, ale samotnie nie był w stanie zbawić swojego zespołu. Jego zaledwie jedna asysta to symbol niemalże ewangelicznego osamotnienia.
To, co szczególnie rzuciło się w oczy, to rażąca dysproporcja między pierwszą piątką a ławką rezerwowych Bucks. Podstawowa formacja była niczym źle ugotowane jajka – twarda z zewnątrz, ale kompletnie bez smaku w środku, notując wskaźniki plus/minus od -13 do -24. Rezerwowi wyglądali przy nich jak kolorowe pisanki, oferując zróżnicowanie i odrobinę nadziei, oscylując od -6 do +3.
Trzech graczy szczególnie zasłużyło na odpoczynek na ławce – nazwijmy to ich koszykarską pokutą:
Kyle Kuzma był w tym meczu jak cukrowy baranek, który tylko ładnie wygląda, a gdy próbujesz go skosztować, łamiesz sobie zęby. Jego rekordowo bezproduktywny występ (zero punktów, zbiórek i asyst przy kilku niecelnych rzutach w ponad 20 minut gry!) zasługuje na specjalne miejsce w wielkanocnym koszyku niechlubnych rekordów NBA. Kuzma z pewnością posiada potencjał, ale był jak wielkanocny baranek bez głowy – błąkał się po parkiecie, szukając swojego miejsca, a na końcu padł i zdechł we własnych ekskrementach.
Taurean Prince , choć lider ligi w skuteczności za trzy (44% w regular season!), rzucał równie chętnie, co świąteczny gość, który wstydzi się sięgnąć po ostatni kawałek sernika – oddał zaledwie jeden rzut przez 20 minut gry. Być może nie cała wina leży po jego stronie, ale gdy Bucks grają przeciwko dynamicznym Pacers, potrzeba zawodników z większą ochotą na zdobywanie punktów. AJ Green i Gary Trent Jr. pokazali większą determinację, a Prince przypominał statyczną figurkę z marcepanu – majestatycznie prężącą się na obwodzie i unikającą jakiegokolwiek ruchu.
Ryan Rollins , choć solidny zmiennik, przypominał w tym spotkaniu zająca złapanego w światła reflektorów samochodu – zagubiony, niepewny, zdobył jedynie 2/8 rzutów z gry. Choć jest to łatwa decyzja (jego miejsce zajmie wracający w game 2 lub game 3 Damian Lillard), warto podkreślić, że w kluczowych momentach zabrakło mu doświadczenia i spokoju.
Jedynymi ocalałymi starterami w tej wielkanocnej katastrofie są Giannis oraz Brook Lopez, którzy stanowią fundament tej drużyny. Może przyszła pora na nową recepturę pierwszej piątki: Damian Lillard, Gary Trent Jr., AJ Green, Giannis Antetokounmpo oraz Brook Lopez. Bo to, że będą roszady w wyjściowej piątce Bucks, chyba nikt nie ma wątpliwości (Kuzma na głęboką ławę!)
Warto odnotować kilka dodatkowych aspektów:
Kevin Porter Jr. oraz Bobby Portis mieli neutralne występy, jak ciasto wielkanocne bez rodzynek – solidne, ale bez wyrazu – czytaj: połkniesz, ale bez miłości. KPJ był nieco przygaszony, a Bobby trafił jedynie na 4 punkty, co raczej nie wzbogaci jego wielkanocnego koszyka.
Jericho Sims w swoich 10 minutach gry wyglądał świeżo jak pierwsze wielkanocne bazie, oferując nieco energii i pozytywów z ławki. I tak bardziej zapełnił statline już Kuzma…
Obie ekipy rotowały dziesięcioma zawodnikami, więc zobaczymy, czy rotacje będą zacieśniać się niczym rodzinny stół podczas wielkanocnego obiadu – w czasie którego wyjeżdża ten jeden wujek, który zawsze nawija o polityce – w miarę jak seria będzie postępować.
Co dalej? Kolejna odsłona tej serii już we wtorek. Oby Bucks zmartwychwstali po tej wielkanocnej porażce i zaoferowali swoim kibicom coś więcej niż tylko czekoladowe jajka w dekoracyjnym opakowaniu.
Na zaawansowane analizy przyjdzie czas. Stay tuned.