Toruń kontroluje mecz, Górnik rozbity w czwartej kwarcie 102:85

Trochę wstyd, ale minęło niemal sześć lat od czasu, gdy ostatni raz brałem na warsztat mecz Górnika Wałbrzych – dokładnie 13 kwietnia 2019 roku (Niech te derby nigdy się nie kończą!) Wówczas były to elektryzujące derbowe starcia pierwszoligowe ze Śląskiem Wrocław w półfinale play-off. Pamiętam, że już wtedy hala Aqua Zdrój pękała w szwach od blisko 2000 kibiców i niosła swoich ulubieńców atmosferą godną ekstraklasy​. Górnik wygrał wtedy pewnie 100-91, a Piotr Niedźwiedzki – notując 23 punkty, 14 zbiórek i 4 bloki (w tym imponujące 4/5 za trzy) – całkowicie zdominował strefę podkoszową​. MVP sezonu zasadniczego Aleksander Dziewa wyglądał przy nim jak zagubiony junior. W duecie z doświadczonym Marcinem Wróblem (obaj górowali pod tablicami nad wrocławianami​) Niedźwiedzki popsuł wówczas święto koszykówki we Wrocławiu – i przedłużył tamtą serię play-off ku uciesze wałbrzyskich fanów. Sam siedziałem wtedy z wypiekami na twarzy, pisząc tamten tekst i nawet nie zauważyłem, kiedy zleciało te kilka lat…

Od tamtych derbów wiele się zmieniło. Tamten Górnik Wałbrzych miał swoją plejadę bohaterów, z których próżno dziś szukać w składzie biało-niebieskich. Piotr Niedźwiedzki, bezapelacyjnie najlepszy zawodnik tamtej serii ze Śląskiem, po krótkiej przygodzie w innych klubach ostatecznie powrócił do Wałbrzycha – dziś pełni rolę walecznego weterana w kadrze Górnika.). Marcin Wróbel, który ramię w ramię z Piotrkiem wtedy walczył pod koszami, zakończył już zawodową karierę lub grywa jedynie amatorsko – jego nazwisko przywołuje się teraz bardziej w nostalgicznych wspominkach niż w protokołach meczowych. Inni pierwszoplanowi bohaterowie tamtych playoffów rozjechali się po Polsce – poprawcie mnie, jeśli się mylę – : choćby Damian Pieloch, czołowy strzelec WKK Wrocław z tamtej wiosny, przeniósł swój rzut za trzy do Słupska i pomógł Czarnym wywalczyć awans do PLK w 2021 roku​. Aleksander Dziewa, wtedy młody gwiazdor Śląska i MVP ligi, wyciągnął wnioski z tamtej bolesnej porażki – w kolejnych latach zdobył ze Śląskiem upragnione mistrzostwo Polski, a nawet spróbował sił za granicą. Po sezonie spędzonym w niemieckiej Bundeslidze Dziewa wrócił do kraju i dziś stanowi o sile Wilków Morskich Szczecin w europejskiej Lidze Mistrzów​. Inny młody wrocławianin, Jakub Musiał, który tamtego pamiętnego wieczoru nie mógł wstrzelić się z dystansu (3/12 za 3), również rozwinął skrzydła – obecnie gra w ekstraklasie (zaliczył epizod w Treflu Sopot​, a ostatnio przeniósł się do Czarnych Słupsk). Nawet Szymon Tomczak, wtedy raczej drugoplanowy rezerwowy podkoszowy, wypłynął na szersze wody i dziś występuje w PLK (podpisał kontrakt z Czarnymi Słupsk)​. A co z nestorem Śląska, Robertem Skibniewskim, który w 2019 prowadził grę wrocławian? On już dawno odwiesił buty na kołek i zajął się trenerką – kolejny znak upływu czasu.

Patrząc z perspektywy czasu, tamten sezon 2018/2019 był dla dolnośląskiej koszykówki prawdziwym punktem zwrotnym. Śląsk dopiął celu i awansował do ekstraklasy, WKK pokazało się z dobrej strony młodzieżą (choć później ich talenty rozeszły się po innych klubach), a Górnik… cóż, Górnik musiał jeszcze trochę poczekać na swoją szansę. Dziś, w roku 2025, wreszcie możemy oglądać Górnika na najwyższym poziomie rozgrywek – i to z zespołem pełnym nowych twarzy. Skład Górnika anno domini 2025 jest nie do poznania w porównaniu z ekipą sprzed lat. Tu też mnie poprawcie, jak nie udał mi się research. Pierwszoplanowe role odgrywają teraz zawodnicy, o których kilka lat temu w Wałbrzychu nikt jeszcze nie słyszał. Alterique Gilbert w czasie, gdy Górnik bił się ze Śląskiem, grał za oceanem w barwach UConn – notował średnio 8,5 punktu oraz 3,8 asysty na mecz jako junior​, walcząc bardziej z kontuzjami barku niż z polskimi obrońcami. Ike Smith z kolei kończył wtedy karierę akademicką w Georgia Southern, gdzie zdążył rzucić 1931 punktów i zostać drugim najlepszym strzelcem w historii uczelni​. Trudno się dziwić, że dziś w Wałbrzychu to właśnie on jest jedną z opcji numer jeden w ataku. Toddrick Gotcher? W 2019 roku był już obieżyświatem – zamiast hal pierwszej ligi w Polsce poznawał smaki koszykówki w greckim Ifaistos Limnou, by kilka miesięcy później podpisać kontrakt z tureckim Besiktasem​. Dziś ten doświadczony Texańczyk wnosi do Górnika solidność i spokój na obwodzie, a niedawno poprowadził zespół do zdobycia Pucharu Polski 2025, zostając MVP turnieju. No i wreszcie Dariusz Wyka – jedyny Polak z grona nowych liderów Górnika. W 2019 roku świętował brązowy medal mistrzostw Polski z Asseco Arką Gdynia​, będąc cenionym zmiennikiem Adama Hrycaniuka. Potem trafił do Legii Warszawa jako ważne wzmocnienie, a dziś los rzucił go na Dolny Śląsk, gdzie jako doświadczony podkoszowy i świeżo upieczony trzydziestolatek ma poprowadzić wałbrzyszan ku utrzymaniu w elicie.

Czy ktokolwiek przewidziałby wtedy, że Gilbert, Smith, Gotcher i Wyka będą kiedyś grać razem w Wałbrzychu, w barwach Górnika, i walczyć o ligowe punkty przeciwko ekipie z Torunia? Koszykarskie ścieżki chodzą krętymi drogami – jednych zawodników zabierają, innych przyprowadzają z powrotem. Dla mnie, człowieka który potrafił kiedyś żyć od jednego meczu Bucks do drugiego, powrót do pisania o polskiej lidze po tak długiej przerwie jest trochę jak spotkanie dawnego przyjaciela po latach. Czuję odrobinę nostalgii, wspominam czasy Niedźwiedzkiego i Dziewy dominującego w pierwszej lidze… ale zarazem ekscytuje mnie teraźniejszość. Klub z Wałbrzycha przeszedł długą drogę, kibice wciąż są niesamowici jak wtedy, a przed nami nowe historie do opowiedzenia.

Skoro więc nadarzyła się okazja, by znów zajrzeć do twittera i przeżyć sportowe emocje z udziałem Górnika, zanurzmy się w bieżące wydarzenia. Pora odłożyć sentymenty na bok i skupić się na meczu Górnik Wałbrzych vs Arriva Toruń z 13.04.2025 – zapraszam do szczegółowego recapu, który udało się napisać bawiąc się cyferkami i tabelkami pulsbasketu.com.

Kluczowe pojedynki i taktyka zespołów

Główny ciężar gry ofensywnej Górnika spoczywał na duetach obwodowych, podczas gdy Toruń imponował zespołowością. Pojedynek rozgrywających wypadł na korzyść Divine’a Mylesa – zdobył on 21 punktów przy świetnej skuteczności, znakomicie prowadząc grę gospodarzy. Alterique Gilbert po stronie Górnika odpowiedział 22 punktami i 6 asystami, często kreując akcje jeden na jeden, ale jego wysiłki nie wystarczyły, by odwrócić losy meczu. Na skrzydłach Ike Smith (17 pkt, 5 zbiórek) rywalizował m.in. z Dominikiem Wilczkiem (17 pkt) – obaj trafili po kilka ważnych rzutów z dystansu, jednak to Wilczek swoimi trójkami pomógł Toruniowi odskoczyć w newralgicznych momentach.


Pod koszami przewagę zaznaczyli toruńscy wysocy. Barret Benson (12 pkt, 4 zbiórki) wraz z Viktorem Gaddeforsem (12 pkt, 7 zb., 9 asyst) dominowali fizycznie nad duetem Dariusz Wyka – Josh Patton z Górnika. Wałbrzyszanie starali się odpowiadać rotacją podkoszowych, ale brakowało im skuteczności w ataku i ochrony obręczy w obronie. Toruń bardzo dobrze dzielił się piłką (22 asysty zespołu przy 15 Górnika), co przełożyło się na świetną selekcję rzutów. Gospodarze trafili aż 14 rzutów za trzy punkty (50% skuteczności), a ogólnie rzucali z gry na poziomie 62,1%. Dla porównania, Górnik trafił tylko 41,5% wszystkich rzutów z gry – obrona Torunia wymusiła na gościach wiele trudnych prób z dystansu (skuteczność Górnika za trzy 35,5% przy 11/31). Szybkie tempo gry (Torunianie osiągnęli 14 punktów z kontrataków wobec 8 Górnika) oraz przewaga w „pomalowanym” (34 punkty Torunia wobec 30 Górnika) dodatkowo obnażyły braki taktyczne zespołu trenera Andrzeja Adamka po bronionej stronie parkietu.


Za kluczowy taktycznie fragment meczu można uznać początek czwartej kwarty. Trener Górnika próbował wtedy dać oddech niektórym starterom, wpuszczając graczy rezerwowych, jednak ten manewr się nie powiódł – rezerwowi Torunia zdominowali rywalizację, od razu powiększające prowadzenie (run 9:0). W całym meczu ławka Torunia zdobyła 42 punkty przy 33 punktach
rezerwowych Górnika, co pokazuje, że głębia składu zdecydowanie była po stronie gospodarzy.

Indywidualne rekordy i ciekawostki


Dla Górnika Wałbrzych była to jedna z najwyższych porażek w sezonie i pierwszy mecz, w którym rywale rzucili im powyżej 100 punktów (Torunianie przerwali barierę „setki” w samej końcówce meczu). Co więcej, gospodarze trafiając 14 trójek wyrównali jeden z najlepszych wyników w lidze w bieżących rozgrywkach. Po stronie Górnika warto odnotować, że Alterique Gilbert zdobył najwięcej punktów w meczu (22) – to jedno z jego najwyższych osiągnięć w sezonie, zbliżone do rekordu 23 punktów, za który otrzymał tytuł MVP 2. tygodnia OBL. Gilbert rozdał też 6 asyst, co stanowi jego rekord w barwach wałbrzyskiego klubu. Rzucający obrońca Ike Smith zaliczył 17 punktów – razem z Gilbertem uzbierali 39 punktów, czyli niemal połowę dorobku całej drużyny (46%). Smith trafił 7 z 13 rzutów z gry i wszystkie 3 próby zza łuku – była to jedna z najskuteczniejszych jego gier w sezonie (True Shooting 57,6%, wyraźnie powyżej średniej).

Na uwagę zasługuje też fakt, że Górnik popełnił tylko 10 strat w całym meczu, co jest jednym z najlepszych wyników zespołu w sezonie (średnio notują ok. 15 strat). Mimo tak dobrej opieki nad piłką, słaba skuteczność rzutowa i dziurawa obrona przekreśliły szanse na zwycięstwo. Warto wspomnieć, że do składu Górnika po przerwie wrócił Janis Berzins – Łotysz dołożył 6 punktów (obie próby celne zza łuku) i pomógł w trzeciej kwarcie zmniejszyć straty. Jego dwa trafienia za trzy pozwoliły zniwelować prowadzenie Torunia do 5 oczek, co było istotnym momentem meczu. Indywidualnie najlepszym zbierającym meczu po stronie Górnika był Dariusz Wyka (7 zbiórek). Wyka wyróżnił się też najlepszym współczynnikiem +/– w zespole – gdy przebywał na boisku, Górnik był tylko 2 punkty na minusie, co na tle wysokiej porażki jest dobrym wynikiem. Świadczy to o pozytywnym wpływie Wyki na grę obronną – jako jedyny wniósł nieco stabilności pod własną tablicą. Z kolei najgorsze +/– miał rezerwowy rozgrywający Kacper Marchewka (–14), co odzwierciedla trudności drugiego składu Górnika w starciu z rezerwowymi Torunia na początku czwartej kwarty.

Analiza występu zawodników Górnika Wałbrzych
(zaawansowane statystyki)

  • Alterique Gilbert był liderem Górnika w meczu przeciw Toruniowi – zdobył 22 punkty (8/13 z gry, 2/5 za 3) oraz rozdał 6 asyst​. Był niezwykle efektywny w ataku: TS% 72,4% i eFG% 69,2% wskazują na znakomitą skuteczność rzutów, wliczając trójki i wolne. Miał najwyższe w zespole USG% (30,4%), co podkreśla, że niemal jedna trzecia posiadanych piłek w ataku kończyła się akcją z jego udziałem. Jednocześnie wykreował mnóstwo okazji kolegom – AST% 48% sugeruje, że uczestniczył w niemal połowie wszystkich celnych rzutów kolegów, gdy przebywał na boisku. Popełnił przy tym stosunkowo mało strat (TOV% 11,6%), biorąc pod uwagę jak często miał piłkę w rękach. Niestety jego Net Rating w tym spotkaniu był ujemny – Górnik tracił punkty podczas jego pobytu na parkiecie, o czym świadczy -16 w rubryce +/- (najgorszy wynik w drużynie)​. Mimo genialnej postawy w ofensywie, Gilbert sam nie był w stanie odwrócić losów meczu.

    W poprzednich pięciu ligowych meczach Gilbert również imponował formą. Przeciw Czarnym Słupsk zdobył 23 punkty, a w starciu ze Stalą Ostrów zanotował 17 punktów i aż 11 asyst, potwierdzając swoją rolę motoru napędowego zespołu. W każdym z tych spotkań należał do czołowych strzelców lub asystentów drużyny (przeciw Spójni Stargard miał 8 asyst, przeciw Anwilowi 4). Jego średni czas gry oscylował w okolicach 25–30 minut, a wpływ na poczynania ofensywne Górnika był niepodważalny.

    Podsumowanie: Gilbert udowodnił w Toruniu, że jest kluczową postacią wałbrzyskiej ekipy – ciągnął atak, kreował partnerów i walczył do końca​. Jego fenomenalna efektywność rzutowa i wysoki usage pokazały, że bierze na siebie ciężar gry. Niestety, nawet tak dobry występ indywidualny nie wystarczył, bo brakowało mu wsparcia w obronie i większej skuteczności pozostałych kolegów. Gilbert pozostaje jednak jasnym punktem drużyny – to lider, od którego dyspozycji w dużej mierze zależą losy Górnika w każdym meczu.

  • Ike Smith dostarczył Górnikowi 17 punktów w meczu z Arriva Toruń, trafiając 7 z 13 rzutów z gry. Jego ofensywa była efektywna – eFG% 57,7%, TS% 57,6% – co oznacza, że wykorzystał ponad połowę swoich prób, w tym jedną ważną trójkę. Smith odgrywał dużą rolę w ataku, USG% 30,7% plasuje go na poziomie zbliżonym do Gilberta w tym spotkaniu. Nie tylko rzucał, ale i starał się udzielać w innych aspektach: zanotował po 2 asysty, przechwyty i straty, starając się kreować, choć głównie koncentrował na zdobywaniu punktów. Jego +/- -5 był jednym z lepszych w zespole, co sugeruje, że w chwilach, gdy przebywał na parkiecie, Górnik przegrywał minimalnie. Można zatem uznać, że Net Rating Smitha w tym meczu, choć ujemny, był relatywnie najlepszy spośród graczy pierwszopiątkowych – dawał drużynie impuls w ataku, nie będąc przy tym głównym źródłem problemów obronnych.

    W pięciu poprzednich meczach ligowych Smith prezentował rosnącą formę strzelecką. Przeciw Spójni Stargard był najlepszym strzelcem drużyny z 19 punktami. W innych spotkaniach również dokładał solidne zdobycze, zazwyczaj dwucyfrowe, choć nie zawsze pierwszy plan – w meczu z Dziki Warszawa wyróżnił się bardziej jako playmaker (5 asyst) niż strzelec. Jego średni czas gry przed starciem w Toruniu wynosił około 25 minut, a tendencja rzutowa była pozytywna – coraz pewniej czuł się w roli jednego z liderów ofensywy. Smith potrafił także pomagać na tablicach (zdarzało mu się 5–7 zbiórek), co czyniło go wszechstronnym ogniwem.

    Podsumowanie: W meczu z Toruniem Smith pokazał, że jest skutecznym skrzydłowym, potrafiącym zarówno trafić z dystansu, jak i zaatakować obręcz. Jego ważna trójka w drugiej kwarcie pomogła zmniejszyć stratę, a ogólna postawa była na plus. Można odnieść wrażenie, że z meczu na mecz nabiera pewności – w Toruniu grał odważnie, brał ciężar zdobywania punktów na siebie, odciążając Gilberta. Choć nie uchronił drużyny przed porażką, jego forma strzelecka i decyzje w ataku to jeden z jaśniejszych elementów występu Górnika. Jeśli poprawi jeszcze wpływ na defensywę, może stać się prawdziwym x-factorem tej drużyny.

  • Toddrick Gotcher zakończył mecz z Toruniem z dorobkiem 11 punktów, dokładając do tego 3 asysty. Jego skuteczność była jednak daleka od optymalnej – trafił tylko 2 z 8 rzutów z gry (0/4 za 3), co przełożyło się na eFG% zaledwie 25%. Ratował dorobek punktowy agresywnymi wejściami na kosz i wymuszaniem fauli – wykorzystał 7 z 8 rzutów wolnych. Dzięki temu jego TS% wyniosło 47,7%, nieco poprawione przez celne osobiste. Gotcher miał umiarkowany udział w ataku (USG% ~17,7%), pełniąc rolę raczej drugoplanową obok Gilberta i Smitha. Zanotował 0 strat (TOV% 0%), co wskazuje na rozsądną grę piłką. W defensywie i ogólnym wpływie na wynik wypadł neutralnie – +/- -6 sugeruje, że w czasie jego gry Górnik nieznacznie ustępował rywalom.

    Ostatnie pięć spotkań ligowych w wykonaniu Gotchera nie przyniosło fajerwerków strzeleckich. Częściej był od czarnej roboty w obronie i zbiórkach – np. w meczu z Anwilem był najlepszym zbierającym zespołu (5 zbiórek), choć zdobył tylko 9 punktów. Jego zdobycze punktowe w poprzednich meczach wahały się zazwyczaj w granicach 8–14 punktów, a skuteczność bywała zmienna. Nie wyróżniał się tak bardzo, jak amerykańscy koledzy z drużyny, ale utrzymywał solidny poziom intensywności. Minut otrzymywał sporo (około 25–30 na mecz), trener mu ufał zwłaszcza w zadaniach defensywnych przeciw czołowym obwodowym rywali.

    Podsumowanie: W Toruniu Gotcher pokazał przebłyski – choćby efektowna akcja 2+1 w drugiej kwarcie, po której Górnik zbliżył się na dwa punkty​. Jego zdolność wymuszania fauli i waleczność były widoczne, ale rzutowo zawiódł, szczególnie na obwodzie. Brakuje mu stabilności w ataku – potrafi zdobyć kilka punktów z rzędu, by potem zniknąć na długie minuty. Mecz z Toruniem uwypuklił, że Gotcher jest ważnym, choć nie pierwszoplanowym elementem układanki. Gdy jest agresywny i skupiony, daje drużynie energię po obu stronach parkietu, ale tym razem jego wkład okazał się niewystarczający, by powstrzymać rozpędzonych gospodarzy.

  • Maciej Bojanowski w starciu z Toruniem zdobył 8 punktów (3/8 z gry, w tym 2/6 za trzy). Jego eFG% 50,0% i TS% 50,0% są przeciętne – trafił dwie ważne trójki (co pomogło Górnikowi wrócić do meczu w II kwarcie), ale reszta prób nie znalazła drogi do kosza. Bojanowski dołożył 3 zbiórki i 1 asystę, notując także po 1 przechwycie i 1 bloku, co pokazuje, że starał się wpływać na grę również w obronie. Miał jednak również 1 stratę, a jego USG% (~21,9%) wskazuje, że był dość aktywny w ataku jak na rolę zadaniowca. AST% 0% sugeruje, że w tym meczu nie kreował pozycji dla innych – skupił się głównie na egzekucji własnych rzutów. +/- -10 przy jego nazwisku oznacza, że w trakcie jego pobytu na boisku Górnik stracił 10 punktów więcej niż zdobył. To spory minus, choć warto pamiętać, że Bojanowski często wchodził w momentach, gdy rywal przyspieszał grę.

    W poprzednich pięciu kolejkach Bojanowski miewał wahania formy. Jego najlepszy występ w tym okresie to mecz ze Spójnią Stargard, gdzie zanotował 10 zbiórek i był ważnym wsparciem na tablicach, choć punktów zdobył niewiele. Generalnie oscylował w granicach 5–8 punktów na mecz, często właśnie dokładając solidną pracę w obronie i zbiórkach. Gra średnio po około 15–20 minut, zwykle jako energizer z ławki. Na przestrzeni tych spotkań zdarzało mu się trafić ważną trójkę czy zanotować przechwyt w kluczowym momencie, ale bywał też niewidoczny w ataku, jeśli akurat rzuty z dystansu nie wpadały.

    Podsumowanie: W Toruniu Bojanowski spełnił swoją rolę połowicznie. Z jednej strony dwukrotnie „ukąsił” rywali rzutami za trzy, z drugiej – jego wpływ na wynik okazał się ograniczony. Górnik potrzebował od niego może nie cudu, ale bardziej efektywnej gry po obu stronach boiska. Minus 10 punktów przy jego obecności wynikał po części z tego, że torunianie akurat wtedy trafiali seriami, a Bojanowski nie zdołał temu zapobiec. Mimo to pokazał, że jest w stanie dać drużynie cenne punkty z ławki i powalczyć w obronie. Jego występ można ocenić jako przeciętny – zrobił swoje, ale nie wybił się ponad standard, którego można od niego oczekiwać.

  • Janis Berzins rozpoczął mecz w pierwszej piątce i przez 17 minut dał próbkę swoich możliwości jako skrzydłowy „3&D”. Zdobył 6 punktów, wszystkie rzutami z dystansu (trafił 2 z 4 prób za trzy). Jego eFG% 50% i TS% 60,0% wskazują na niezłą skuteczność – skorzystał z czystych pozycji na obwodzie. Bardzo ważny moment to trójka Berzinsa w trzeciej kwarcie, która zbliżyła Górnika na 5 punktów straty, dając nadzieję na odrobienie wyniku​ Berzins dołożył też 4 zbiórki (po 2 w ataku i obronie), pokazując zaangażowanie na deskach mimo niezbyt wysokiego wzrostu jak na silnego skrzydłowego. W obronie zapisał się 1 przechwytem, choć popełnił również 2 faule. Jego USG% (~16,2%) nie było wysokie – nie forsował gry, czekał na swoje okazje na obwodzie. W efekcie pełnił rolę raczej uzupełniającą w ataku. +/- -7 sugeruje, że drużyna minimalnie traciła w czasie jego gry, co przy tak mocnym rywalu i debiutanckim (jednym z pierwszych) występie Berzinsa w PLK nie jest złym wynikiem.

    Berzins w poprzednich meczach (jeśli już grał) notował podobne, skromne statystyki. W pięciu ligowych spotkaniach przed Toruniem jego nazwisko nie pojawiało się w raportach jako czołowego strzelca czy zbierającego – zdarzały mu się 3-6 punktów, kilka zbiórek, ale bez fajerwerków. Wygląda na to, że trener wprowadza go stopniowo, szukając dodatkowej opcji na skrzydle. Jako doświadczony gracz (ma epizody w ligach zagranicznych) Berzins daje spokój i boiskowe IQ, lecz statystycznie nie zdążył się jeszcze wyróżnić w barwach Górnika.

    Podsumowanie: W meczu z Toruniem Berzins pokazał przebłysk, trafiając ważny rzut za trzy i solidnie walcząc na tablicach. Nie można oczekiwać, że od będzie filarem drużyny, ale widać, że ma potencjał w roli „stretch four”, który może rozciągnąć defensywę rywali celną trójką. Jego wpływ na grę był ograniczony, co wynika z niewielkiej liczby zagrywanych pod niego akcji. Mimo to w obronie i zbiórce dołożył swoje. Ogólnie – poprawny występ nowego nabytku, który dał kilka pozytywów. Jeśli zgra się lepiej z zespołem, może stać się wartościowym elementem rotacji, zwłaszcza w meczach, gdzie potrzebne są punkty z drugiej linii.

  • Grzegorz Kulka jako rezerwowy podkoszowy zagrał 21 minut, notując 6 punktów i 3 zbiórki. Jego zdobycze punktowe pochodziły głównie z dystansu – trafił 2 z 4 rzutów za trzy, podczas gdy spudłował obie próby za 2. To przełożyło się na eFG% 50%. TS% 50,0% Kulki również odzwierciedla przeciętną efektywność (nie wymuszał rzutów wolnych, które podniosłyby TS). W ataku był raczej statystą – USG% ~15,3% świadczy, że nie był często wykorzystywany w akcjach ofensywnych, czekając na odrzuty na obwód. Nie zanotował żadnej asysty (AST% 0%), co w jego przypadku nie dziwi – pełni rolę egzekutora lub wysokiego rozciągającego grę. W obronie starał się być aktywny: 1 przechwyt, 1 blok i 2 faule – to sygnał, że próbował przeszkadzać rywalom. +/- -9 przy jego nazwisku oznacza, że w minutach Kulki Górnik również był na minusie. Choć nie jest to wynik pozytywny, trudno go winić indywidualnie – po prostu Kulka grał w tych samych ustawieniach co rezerwowi, którzy tej nocy odstawali od szerokiej rotacji Torunia.

    W ostatnich meczach ligowych Kulka prezentował się podobnie – zdobywał kilka punktów na mecz (średnio 5–7), często właśnie rzutami z dystansu, oraz zbierał po 2–4 piłki. Miewał mecze, w których trafił ważne trójki, ale brakowało mu stabilności. Jego czas gry zależał od sytuacji meczowej – bywały spotkania, gdzie grał niespełna 10 minut, a czasem przekraczał 20, gdy wymagała tego walka pod koszem (np. gdy pojawiały się problemy z faulami podstawowych wysokich). W defensywie radzi sobie przeciętnie – jest za niski na centrów i za wolny na skrzydłowych, więc trenerzy stosują go ostrożnie w korzystnych matchupach.

    Podsumowanie: W Toruniu Kulka zrobił to, co do niego należało, ale nic ponadto. Dostał otwarte pozycje na obwodzie – wykorzystał połowicznie. Walczył pod tablicami – 3 zbiorki to minimum przyzwoitości. Nie był w stanie znacząco wpłynąć na przebieg meczu, bo Górnik przede wszystkim przegrywał rywalizację szybkościową i jakościową na obwodzie, a to nie jest domena Kulki. Jego występ był neutralny, może z lekkim minusem, patrząc na plus/minus. Pozostaje solidnym rezerwowym, który może dać kilka punktów z ławki, lecz w starciu z tak rozpędzoną ofensywą jak Toruń nie miał narzędzi, by zrobić różnicę.

  • Dariusz Wyka zaczął mecz jako środkowy i choć zdobył tylko 5 punktów (1/5 z gry, 1/2 za trzy), to zaznaczył swoją obecność w innych statystykach. Był najlepszym zbierającym Górnika tego dnia – 7 zbiórek (w tym 2 w ataku) pomogło ograniczyć straty zespołu na tablicach. Wyka dołożył też 2 asysty, starając się odegrać piłki na obwód po ściągnięciu obrony pod kosz. Jego TS% 42,5% i eFG% 30,0% są niskie, co wynika ze słabej skuteczności z pola (trafiona tylko jedna dobitka lub rzut z dystansu). Warto jednak odnotować, że Wyka nie forsował rzutów – miał USG% ok. 13,5%, najniższy spośród graczy pierwszej piątki, skupiając się raczej na zadaniach defensywnych i zbiórkach. W obronie nie zanotował bloków ani przechwytów, ale również nie popełnił żadnej straty i faulu (0 strat, 0 fauli – rzadko spotykana czystość gry pod koszem przez 20 minut). Jego wpływ na wynik był najbliżej neutralnego – +/- -2 to najmniejszy minus w zespole spośród graczy, którzy grali znaczące minuty. To pokazuje, że gdy Wyka przebywał na boisku, Górnik potrafił toczyć wyrównaną walkę z Toruniem na tyle, na ile było to możliwe.

    W poprzednich meczach ligowych Wyka potrafił błysnąć zwłaszcza w ataku. Przeciw Anwilowi Włocławek był najlepszym strzelcem zespołu z 16 punktami, co udowadnia, że ma w arsenale groźny rzut za 3 i potrafi wykorzystać błędy obrony rywali. Jego standardowe zdobycze w innych spotkaniach to jednak bardziej 6–10 punktów i ok. 7–8 zbiórek. Jest podporą defensywy – niemal w każdym meczu notuje kilka zbiórek w obronie, czasem blok (choć akurat w ostatnich pięciu grach bloków miał niewiele). Na parkiecie spędza średnio 20–25 minut, a jego doświadczenie i ustawianie się często nie statystuje się wprost, ale przekłada na lepszą organizację obrony całej drużyny.

    Podsumowanie: Dariusz Wyka w meczu z Arrivą Toruń wywiązał się ze swoich obowiązków, choć wynik tego nie oddaje. Na początku spotkania był jednym z dwóch wyróżniających się graczy Górnika (obok Gilberta)​ – walczył na tablicach, dorzucił celny rzut z dystansu. Później jego rola nieco zmalała, ale wciąż dawał zespołowi twardość pod koszem. Można mu zarzucić niską skuteczność z gry, jednak nie on był od zdobywania punktów tego dnia. Wyka zrobił swoje w obronie i zbiórce; problem w tym, że przeciwko torunianom to było za mało. Gdy gospodarze trafiali seriami z obwodu i wjeżdżali pod kosz, brakowało nawet Wysze stabilności w defensywie – stąd 102 stracone punkty całego zespołu. Niemniej Wyka pozostaje ważnym elementem układanki Górnika: nawet gdy statystyki tego nie pokazują, jego obecność stabilizuje grę drużyny. W Toruniu jako jeden z nielicznych zakończył mecz z minimalnym minusem, co świadczy o jego pozytywnym wpływie względem reszty składu. Teraz kluczem będzie przełożyć to na zwycięstwa – przydałoby się, by częściej łączył solidną obronę z dwucyfrową zdobyczą punktową, tak jak potrafi to robić w najlepszych występach.

  • Joshua Patton, podstawowy środkowy Górnika z ławki, w Toruniu zagrał niespełna 20 minut, zdobywając 7 punktów i zbierając 2 piłki. Jego skuteczność z gry nie zachwyciła – trafił tylko 1 z 3 prób, ale nadrabiał na linii rzutów wolnych (5/6 FT). Dzięki temu jego TS% wyniosło 62,1%, mimo niskiego eFG% 33,3% (mała liczba trafień z pola). Patton wniósł też odrobinę playmakingu pod koszem – miał 1 asystę, choć częściej kończy akcje niż je tworzy. Na minus zapisała się słabsza postawa na tablicach: tylko 2 zbiórki (w tym żadnej ofensywnej), co jest poniżej oczekiwań od centra. W obronie również nie zaliczył bloków ani przechwytów, a 3 faule ograniczyły jego agresję. Jego wpływ na wynik był niestety wyraźnie negatywny – +/- -15 to drugi najgorszy wynik w zespole po Gilbercie. Oznacza to, że gdy Patton przebywał na boisku, Toruń zdobywał punkty seriami, być może wykorzystując brak mobilności Pattona w obronie pick-and-roll lub przyspieszając grę przeciw niemu.

    Jeszcze tydzień wcześniej Patton potrafił być bohaterem – w meczu z Dziki Warszawa zanotował imponujące 18 punktów i 10 zbiórek, pokazując swoje możliwości pod koszem. W pięciu ostatnich meczach jego forma jednak falowała. Miewał mecze, w których był bliski double-double (jak wspomniane Dziki czy 10 zbiórek przeciw Słupskowi), ale zdarzały się też spotkania, gdzie szybko łapał faule i znikał ze statystyk. Jego średnie z tego okresu to około 8–10 punktów i 5–6 zbiórek, przy grze ok. 20 minut. Patton bywa kluczowy w walce na deskach, ale w ataku jest zależny od podań – jeśli koledzy znajdą go na dobrej pozycji, potrafi wykończyć akcję nad obręczą lub wymusić faul.

    Podsumowanie: Mecz w Toruniu zdecydowanie Pattonowi nie wyszedł. Po serii lepszych występów wydawało się, że będzie pewnym punktem pod tablicami, tymczasem przegrał rywalizację z podkoszowymi Twardych Pierników. Jego ograniczona liczba zbiórek i brak bloków to sygnał, że nie zdołał zabezpieczyć „pomalowanego” – gospodarze zdobyli aż 34 punkty w trumnie, co obciąża także konto Pattona. Jedyne czym się wyróżnił, to przyzwoite wykorzystanie wolnych, ale to za mało. Patton musi bardziej ustabilizować formę – być tym walczakiem z meczu przeciw Dzikom częściej niż tylko okazyjnie. Górnik potrzebuje jego zbiórek i obecności w obronie, bo gdy on ma słabszy dzień, przeciwnicy to bezlitośnie wykorzystują, tak jak Toruń to zrobił.

  • Aleksander Wiśniewski pełni w Górniku rolę rezerwowego strzelca i w meczu z Toruniem jego udział był ograniczony, choć zauważalny. Grał niespełna 13 minut, zdobywając 3 punkty (1/4 z gry – trafił jedną trójkę). To właśnie jego celny rzut z dystansu w II kwarcie był jednym z sygnałów do odrabiania strat – trójki Wiśniewskiego i Smitha poderwały zespół do walki w pierwszej połowie​. Poza tym Wiśniewski nie zapisał wielu liczb w statystykach – miał 1 asystę i niestety 2 straty, a także aż 4 faule, co ograniczyło jego czas gry i agresywność obronną. Jego TS% 37,5% w tym meczu i eFG% 37,5% odzwierciedlają słabą skuteczność (większość rzutów to próby za 3). USG% 21,7% wskazuje, że dość często kończył akcje, jak na rezerwowego, ale nie przełożyło się to na punkty. W defensywie miewał kłopoty, co widać po liczbie przewinień. W efekcie jego +/- -1 było najniższe w zespole, co paradoksalnie może sugerować, że drużyna nie odstawała aż tak podczas jego zmiany – niemniej był to krótki fragment gry.

    W ostatnich pięciu meczach ligowych Wiśniewski notował bardzo skromne zdobycze. Jako młody rezerwowy obrońca zwykle pojawia się na parkiecie na kilka minut, by dać oddech kolegom z pierwszej piątki. Często oddaje pojedyncze rzuty za trzy – zdarzały mu się celne próby, jak choćby ważna trójka w wygranym meczu ze Spójnią, ale zazwyczaj kończy spotkania z kilkoma punktami lub zerowym dorobkiem. Jego średnie minuty w tych meczach oscylowały około 10, a wkład statystyczny był niewielki (2-5 punktów, pojedyncze asysty czy zbiórki). Widać jednak przebłyski odwagi – nie boi się rzucać w ważnym momencie, co pokazał także w Toruniu.

    Podsumowanie: Wiśniewski to graczz szerokiej rotacji, od którego sztab nie oczekuje zdobyczy na poziomie dwucyfrowym. W Toruniu dał impuls celną trójką, ale też szybko złapał faule, przez co nie mógł w pełni rozwinąć skrzydeł. Jego wkład był symboliczny – 3 punkty to za mało, by realnie wesprzeć drużynę w pościgu za wynikiem. Młody obrońca zbiera cenne doświadczenie i pokazuje momenty potencjału, lecz na ten moment jest raczej uzupełnieniem składu. Jeśli poprawi selekcję rzutów i obronę bez fauli, może częściej stawać się pozytywnym czynnikiem w grze Górnika.

  • Kacper Marchewka pojawił się na parkiecie na 7,5 minuty, głównie w drugiej kwarcie, gdy trener szukał impulsu z głębi składu. Niestety statystyki Marchewki z meczu z Toruniem są niemal puste – 0 punktów (nie oddał żadnego rzutu z gry). Zapisał na swoim koncie tylko 1 asystę i 1 zbiórkę (prawdopodobnie w obronie), co trudno uznać za znaczący wkład. Jego USG% 0% w tym meczu oznacza, że nie kończył żadnej akcji rzutowej – pełnił rolę wyłącznie podającego i obrońcy. Niestety w obronie nie ustrzegł się błędów – zanotował aż 3 faule w krótkim czasie. To sprawiło, że szybko musiał opuścić boisko, a jego rytm gry został zaburzony. +/- -14 przy tak krótkim występie wygląda bardzo niekorzystnie – wskazuje, że podczas jego obecności Toruń odskoczył aż na 14 punktów przewagi. Częściowo to efekt tego, że trafił na najmocniejszy fragment gospodarzy (początek drugiej kwarty, run torunian), a sam nie był w stanie odpowiedzieć w ataku.

    Poprzednie mecze ligowe Marchewki wyglądały podobnie – epizodyczne wejścia na kilka minut, często w drugiej kwarcie lub pod koniec rozstrzygniętych spotkań. Jego zdobycze w pięciu ostatnich spotkaniach przed Toruniem to pojedyncze punkty (rzadko powyżej 2-3 oczek) lub brak punktów. Bywało, że trafił jeden rzut z gry albo wolne, lecz nie odgrywał istotnej roli w rotacji. Trener Adamek dawał mu szanse głównie w obronie, by dał odpocząć obwodowym liderom. Marchewka ma ograniczone doświadczenie i wahania – czasem z energią pobiega w pressingu, czasem szybko łapie przewinienia, jak to miało miejsce w Toruniu.

    Podsumowanie: W starciu z Arrivą Toruń młody Marchewka przepadł w intensywności meczu. Nie zdążył zaznaczyć swojej obecności niczym pozytywnym, za to jego wejście zbiegło się z fatalną serią dla Górnika. Oczywiście nie można winić tylko jego – to cały zespół dał się zdominować na początku drugiej kwarty – ale faktem jest, że Marchewka nie podźwignął ciężaru i nie zatrzymał naporu rywali. To graczz dopiero uczący się ekstraklasowej koszykówki; wnioską z tego meczu dla niego będzie zapewne konieczność unikania niepotrzebnych fauli i odważniejsza gra w ataku, nawet w krótkim wymiarze czasu. Na razie pozostaje zawodnikiem głębokiej rezerwy, który doświadczenie zbiera w trudny sposób.

  • Podsumowując, Górnik Zamek Książ Wałbrzych rozegrał nierówne spotkanie. Kilku graczy
    (Gilbert, Smith) pokazało dobrą dyspozycję strzelecką, ale słaba defensywa całego zespołu (DefRtg około 138 w skali meczu) zniweczyła ich wysiłki. Zaawansowane statystyki wskazują na brak balansu – wysokie użycie Gilberta i Smitha w ataku przy bardzo wysokich stratach punktowych podczas ich gry świadczy o problemach ze wsparciem drużyny w obronie. Mecz ten uwidocznił, że Górnik musi poprawić organizację defensywy, jeśli chce rywalizować z najlepszymi. Z drugiej strony pozytywem może być ograniczenie strat własnych oraz przebłyski skuteczności kluczowych graczy – na tym zespół może budować poprawę przed kolejnymi spotkaniami Orlen Basket Ligi.


Posted

in

,

by




Odkryj więcej z ...proud Bucks fan since 2002

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Nie przegap żadnego felietonu

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Dołącz do 19 innych subskrybentów

Czytaj dalej