Kiedy w 2002 roku zaczynałem jarać się Milwaukee Bucks za sprawą Desmonda Masona, klub leczył rany po rozpadzie tercetu Allen-Robinson-Cassell, wchodząc w niepewne, chujowe surowe lata oparte na samotnych popisach strzeleckich Michaela Redda i mozolnym budowaniu tożsamości z Andrew Bogutem. I Zazą Pachulią… Dziś, w stolicy USA, historia zatacza pełne koło. Po trzynastu latach dobiegła końca najwspanialsza epoka w dziejach Bucks – era mojego bastarda, który został królem. Dla wielu fanów to szok poznawczy, dla mnie będzie to dobrze znany scenariusz.
Witamy w realiach klasycznego przebudowania, które otwiera wyjazdowy pojedynek w Capital One Arena przeciwko Washington Wizards.
Okres przedsezonowy (bilans 2-3) pokazał pierwsze zarysy koszykówki, jakiej wymaga Taylor Jenkins. Nowy szkoleniowiec Milwaukee stawia sprawę jasno: agresywny defensywny hustle, twarda walka na tablicach i wysokie tempo. Bucks są młodzi, momentami chaotyczni, ale głodni gry. Z kolei Wizards to fascynujące studium przypadku: zespół, który po trzech latach brutalnego tankowania (łączny bilans 50-196, w tym katastrofalne 17-65 w zeszłym sezonie) próbuje skokowo wrócić na mapę ligi. Duet Winger-Dawkins zgarnął w tegorocznym drafcie wielki talent, AJ Dybantsę (dziś poza grą), ale równocześnie stworzył w stolicy swoisty dom weterana, ściągając Trae Younga (podpisanego natychmiast na dyskusyjny, w pełni gwarantowany 4-letni kontrakt za 212 mln dolarów), Anthony’ego Davisa, Deandre Aytona oraz doskonale nam znanego mistrza z 2021 roku, Khrisa Middletona. Washington wychodzi z przebudowy w sposób chaotyczny, Bucks w nią dopiero wkraczają – to idealny poligon doświadczalny na otwarcie rozgrywek.
Kluczowy matchup
Young od lat potrafił napsuć krwi Milwaukee (pamiętamy finały konferencji 2021), a po transferze z Atlanty za bezcen ma w Waszyngtonie gigantyczne pole do popisu i ogromne pieniądze do udowodnienia. Trae to wciąż elitarny kreator w akcjach pick-and-roll, który potrafi rozmontować każdą leniwą obronę jednym podaniem nad obręcz do Davisa.
Dla Ryana Rollinsa i rotacji obwodowej Bucks zadanie jest proste: point-of-attack defense na pełnej intensywności, kierowanie Younga w stronę bocznych linii i zmuszanie go do rzutów przez ręce w tłoku. Jeśli Trae zostanie odcięty od wjazdów w pomalowane i zmuszony do grania statycznego 1-na-1 na niskiej efektywności (TS% poniżej średniej ligowej), Wizards stracą 70% swojej tożsamości ofensywnej.
X-Factor
Największą zagadką taktyczną Jenkinsa jest zgranie duetu podkoszowego Kyle Kuzma – Myles Turner. Turner daje Bucks coś, czego w Milwaukee na pozycji centra nie widzieliśmy w zasadzie nigdy w epoce pre-Giannis: elitarny rim protection połączony z prawdziwym stretch-five spacingiem.
Przeciwko duetowi Davis-Sarr kluczowe będzie zachowanie balansu w przekazywaniu krycia. Turner musi pilnować obręczy, nie dając się wyciągać zbyt głęboko na obwód przez floatery Younga. Po drugiej stronie parkietu wyciągnięcie Davisa i Sarra z pomalowanego za sprawą rzutów Turnera i Kuzmy otworzy autostrady do kosza dla ścinających bez piłki Jaimego Jaqueza Jr. i szukającego rytmu Tylera Herro.
Klucze do zwycięstwa Bucks
Wykorzystywanie defensywnych braków Younga: Tyler Herro musi od pierwszych minut atakować Trae w izolacjach lub po zasłonach. Waszyngton nie ma na obwodzie nikogo (poza ewentualnie wchodzącym z ławki Bilal Coulibalym), kto byłby w stanie ustać na nogach przeciwko dynamicznym zmianom kierunku Herro.
Ograniczenie strat i kontrola tempa akcji: Młody skład to ryzyko chaosu. Wizards żywią się punktami z kontry – utrzymanie tempa gry pod kontrolą i minimalizacja głupich podań to warunek konieczny.
Zbiórka na własnej tablicy: Davis i Sarr to duet o potężnej rozpiętości ramion. Jaquez i Kuzma muszą twardo zastawiać skrzydła, by nie pozwolić rywalom na punkty drugiej szansy.
Jak to widzę?
W meczach przedsezonowych widzieliśmy wersję Tylera Herro grającego z wyraźnie zaciągniętym hamulcem ręcznym. Dziś gasną światła sparingów, a zaczyna się regularny sezon, w którym Herro musi udowodnić, że potrafi być pełnoprawną pierwszą opcją ofensywną przebudowywanej organizacji – dokładnie tak, jak Michael Redd w sezonie 2003/04 po odejściu Raya Allena.
Wizards personalnie wyglądają na papierze groźnie, ale ich rotacja to zbiór przypadkowych klocków o zerowej chemii defensywnej. Jeśli Milwaukee utrzyma tempo narzucone przez Jenkinsa i zagra zespołowo, wywiezie ze stolicy zwycięstwo. Prognozuję mocny statement ze strony Herro: +30punktów, +5 asyst i wysoka efektywność zza łuku na otwarcie nowej ery w Wisconsin.
Jedziemy, póki jeszcze przez moment się jaram!
Dodaj komentarz